Umrzeć jak Gazza. Truman Show w wersji hard

W świecie, w którym rządzi hasło „mam wszystko gdzieś”, jest największym krzewicielem tego hasła. Stara głowa na młodym ciele – mówią o nim koledzy. Kiedyś obiecał: „Przeszedłem etap boisko, etap nałogi, zaczynam etap życie”. Dziś napisał kolejny rozdział etapu śmierć… Namawiać 47-letniego Paula Gascoigne do gry w piłkę, to jak zaufać Judaszowi. Olbrzymia naiwność.

Przybrany syn George’a Besta znów daje w palnik. Dopiero co zadeklarował chęć gry w amatorskim Abbey FC, by nazajutrz wylądować na odwyku. Zagrywka absolutnie w jego stylu. Choć jak sam twierdzi: – Wszystkie złe rzeczy, które zrobiłem w życiu, to nie byłem ja. To ten drugi, pijany. „Gazza”.

– Gdy osiągnęliśmy porozumienie, skakałem z radości jak czternastolatek! – słowa prezesa Abbey Chrisa Fostera świadczą o niebywałej naiwności. Przecież to jakieś okrutne deja vu. Rok temu „Gazza” poleciał na terapię do Phoenix. Samolot wylądował, a po nim ani śladu. Jak wielki musiał być szok opiekuna, gdy jego podopieczny w ukryciu sięgał po piwo. Obrazek jak z Charliego Sheena, tyle że tu bohater wcale nie wymachuje maczetą, nie krzyczy „Jestem wreszcie wolny!”. Jest raczej posępny, zmarszczony, wie, że przegrał życie.

To po prostu kolejny odcinek serialu „Umrzeć jak Gazza”. Oby nie ostatni, choć i to przepowiadano już dziesiątki razy.

Szesnaście kresek kokainy, do tego piętnaście piw i od czasu do czasu jakiś Xanax. Tak w pewnym momencie wyglądał dzień z życia 57-krotnego reprezentanta Anglii, dawnej gwiazdy Newcastle i Tottenhamu. Tygodniowe ciągi? Normalka. Mecze po całonocnej libacji? Jak najbardziej. Legendą już obrosły jego wspomnienia z mundialu we Włoszech. – Mówiłem Robsonowi (Sir Bobby Robson – przyp. red.), że piję koktajle mleczne. A potem ciągle się bawiłem. To było jak młodzieżowy obóz: świetna pogoda, jedzenie, hotele, kumple, w piłkę graliśmy tylko sporadycznie.

A gdy osiem lat później zapomniał o nim Glenn Hoddle: – Cztery dni chlałem. Koledzy z klubu pytali: – jesteś alkoholikiem? Nie, dlaczego? Po prostu mam 31 lat…

W jego mózgu zaszły nieodwracalne zmiany. Bredził jak schizofrenik, opowiadał o fortunie Jana Pawła II, o tym jak ostatnio z nim rozmawiał (mimo że papież dawno już nie żył), oskarżał latarnię o kradzież pieniędzy, a po kolejnej awanturze połamał żonie palce. – Kiedyś całą noc gapiłem się na gumę do żucia i byłem przekonany, że zaraz mnie zje. Poszedłem obudzić ojca – mówił kilka lat temu. Innym razem wmówił sobie, że zna Raoula Moata, poszukiwanego, który postrzelił swoją dziewczynę, a potem zabił jej kochanka. – Zaraz go przekonam, żeby się poddał. To mój dobry kumpel, z imprezy – krzyczał przedzierając się przez kordon policji. Przywiózł mordercy piwo, kurczaka, telefon komórkowy i koc… Mr Hyde przejął kontrolę. Następny obrazek to „Gazza” w psychiatryku.

– Nie umierajcie tak jak ja – najdzielniejszy syn Anglii, jak nazywano go przed laty, nie wziął sobie słów George’a Besta do serca. Ba! Nikt nie odchodził z tego świata tyle razy, co Paul Gascoigne. Podcinanie żył, faszerowanie lekami. Kiedyś czuł się tak podle, że zamówił w restauracji nóż rzeźnicki. W międzyczasie stracił trzy domy, żonę, syn życzył mu śmierci, a córka, niewzruszona tragedią ojca, zrobiła karierę w show-biznesie. Oczywiście, dzięki jego nazwisku. Nie ma co, „Gazza” zna piekło lepiej niż Dante Alighieri. Dziś mieszka w motelu, a salonowy blichtr zamienił na życie wyrzutka. – Ten człowiek ma złote serce, ale tyle osób już próbowało mu pomóc… Wygląda na to, że teraz wszystko zależy od niego – przyznał Harry Rednkapp, menadżer QPR.

Jego wyskoki to doskonała pożywka dla mediów. Jeśli wchodzisz do branży i chcesz napisać mocną, zakrapianą historię upadku znanego piłkarza, to albo odświeżasz przygody Besta, albo czekasz aż „Gazza” znów trafi na odwyk. Zwykle wystarczy kilka miesięcy, czasem mniej. To okrutne. Taki „Truman Show” w wersji hard. Cały świat wyczekuje twojego upadku. Czeka na twoją śmierć. Bo show musi trwać.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: