Pustynia wydała plony? Nie, to tylko kolejny zasiłek z Francji

Zidane, Nasri, Benzema. Algierczycy wychowani przez Francję. Kadra Halihodzicia na mundial to aż 17 takich zawodników. Z ośmioma byłymi „Les Bleus” na czele. Oprócz heroicznej walki, niebanalnych pomysłów, w ich grze widać było właśnie ten specyficzny „trójkolorowy” kunszt. Momentami przypominali najlepszą Francję w historii. Mecz z Niemcami to dla nich powód do dumy, lecz także ukoronowanie pewnego etapu. Drogi, która zaczęła się pięć lat temu na drugim końcu świata.

Bahamy, rok 2009. Kongres FIFA przyjmuje rewolucyjną decyzję. Od teraz piłkarze z podwójnym obywatelstwem nie muszą wybierać reprezentacji już w wieku 16 lat. Limit zostaje zniesiony. Startują różnego rodzaju akcje. Algierska federacja zachęca zawodników, dla których nie starcza miejsca w europejskich klubach, do przenosin na boiska pierwszej i drugiej ligi swojego kraju. Zza morza przybywa blisko 50 śmiałków. Inni trafiają bezpośrednio do kadry. Poziom futbolu podnosi się błyskawicznie. Rośnie frekwencja. Z czasem powstaje też silna reprezentacja.

Ojcem tego sukcesu jest Mohamed Raouraoua, prezydent algierskiej federacji. To on głosował tamtego dnia na Bahamach. To on latami składał petycje i lobbował za zniesieniem limitu. W końcu to on werbował piłkarzy do kadry. Dziś zasiada w Komitecie Wykonawczym FIFA. Za jego największe osiągnięcie uchodzi Sofiane Feghouli – piłkarz Valencii, wyszkolony w Grenoble. Podobnie jak Carl Medjani (Valenciennes), Faouzi Ghoulam (Napoli), Hassan Yebda (Udinese) i Yacine Brahimi (Granada), reprezentant Francji do lat 21. Niebieską koszulkę wkładał też Rais M’Bolhi – bramkarz, który powstrzymał Thomasa Muellera – tyle że w młodszych rocznikach. Lecz co najważniejsze – wszyscy oni tworzą drużynę. To przecież jedna szkoła futbolu.

Z zawodników, którzy zamienili kluby europejskie na algierskie, w kadrze gra tylko Cedric Si Mohamed, bramkarz JSM Bejaia. To nie są wielcy piłkarze (słabi też nie), głównie odpadki z Ligue 1 i Seria A. Ciężko im rywalizować z gwiazdami Valencii czy Interu. Ale bez nich, bez tej pracy u podstaw, nie byłoby tak silnej reprezentacji. Na początku Raouraoua miał straszne problemy. Odmawiał mu prawie każdy. – Algieria? Przecież to piłkarski trzeci świat! – wyśmiewali go kolejni rozmówcy. Dzięki przybyszom zza morza, w końcu coś się ruszyło.

Poziom przełożył się na frekwencję, frekwencja na pieniądze. Z czasem rozbudowano infrastrukturę, kluby przestały zalegać z pensjami, a wizerunek wzmocniły Młodzieżowe Mistrzostwa Afryki. Wtedy już nie śmiał się nikt. Liga i kadra wzajemnie się napędzały. Dziś Algieria to pierwsza drużyna kontynentu i 22. na świecie. Przeskok o 42 miejsca w sześć lat – to mówi wszystko. Ale na staraniach Raouraouy skorzystali też inni. Dla Maroka grają przecież Adel Taarabt i Younes Belhanda, dla Nigerii – Victor Moses, dla Ghany – Kevin-Prince Boateng. Znakomici piłkarze. Gdy pojawi się nowy Benzema, Algieria na pewno nie pozostanie bierna.

Raouraoua znalazł dziurę w systemie. W końcu odkryto lek na emigrację, która gnębi tamtejszy sport od samego powstania kraju – lat 60. XX wieku. Oczywiście, piłkarze pochodzenia algierskiego grali dla Francji już dużo wcześniej, ale wtedy byli jeszcze formalnie Francuzami. Ciekawe, że w latach 50. tendencja była zupełnie inna – zawodnicy wcale nie chcieli reprezentować „Les Bleus”, jak później Zidane, Benzema czy Nasri, a wręcz rezygnowali z gry dla nich, na rzecz reprezentacji Frontu Wyzwolenia Narodowego. Bardzo silnej, jak na pięcioletnią historię.

Grał tam m.in. Rahid Mekhloufi, w odczuciu nastoletniego Tadeusza Fogiela (paryskiego korespondenta Polsatu Sport) – zawodnik lepszy od Zinedine’a Zidane’a i prekursor stylu Michela Platiniego. Klasowy rozgrywający o nieziemskiej technice i znakomitym przeglądzie pola. Łączył afrykańską indywidualność z europejską organizacją. Zawsze walczył do końca, był niesamowicie wytrzymały. No i po czterech meczach wystąpił z „Les Bleus”. Tak samo zresztą, jak Mustapha Zitouni, świetny piłkarz Monaco.

Wtedy zadziałał duch niepodległości, ale też straszny zamordyzm. Każdy pracujący Algierczyk musiał łożyć na FWN i stosować się do jego poleceń. Nawet najmniejsze nieposłuszeństwo groziło śmiercią… Dziś jednak Algierczyków nie ciągnie już do ojczyzny. We Francji mieszka ich blisko pięć milionów, a w samej Marsylii – aż 500 tysięcy. To paradoksalnie drugie po Algierze najbardziej zaludnione przez nich miasto. Nie są jednak szczególnie lubiani. Nie potrafią się zintegrować, nie chcą pracować. Żyją głównie z zasiłków, co tylko wzmaga niechęć Francuzów.

Ta niechęć jest zresztą wzajemna i często eksponowana. Szczególnie przez Algierczyków. Przykładem mecz z 2001 roku – jedyny między tymi reprezentacjami – wygrany przez Francję 4:1, ale przerwany w drugiej połowie wtargnięciem kibiców na murawę Stade de France. Albo zajścia po remisie z Rosją, premiującym Algierię do 1/8 finału: zdewastowane sklepy, płonące samochody – jedna wielka rozróba. – Dają odczuć, że Francja ciągle jest im coś winna – mówi Fogiel. Ale o powrocie do ojczyzny nie ma nawet mowy – za dobrze im się żyje, a jak komuś brakuje: zawsze może dorobić handlując narkotykami.

Taki obraz widzą Francuzi. Rzecz jasna, nie wszyscy Algierczycy to margines społeczny, ale spora część – na pewno. Dużą rolę odgrywa tu kultura, religia i sama mentalność – małżeństwa mieszane należą do rzadkości. Izolacja, niechęć do kraju, w którym mieszkają. Dlaczego więc tak wielu z nich decyduje się reprezentować Francję? Hipokryzja? Czysta kalkulacja? Dzięki staraniom algierskiej federacji sytuacja zaczyna się zmieniać. Oczywiście, żerowanie na francuskim systemie szkolenia może wydać się niesprawiedliwe, ale, jak twierdził Machiavelli: cel uświęca środki. A Francji i tak nie zabraknie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: