Warszawiaku, dlaczego kibicujesz Legii?

„Tropikalny upał nie zdołał odstraszyć miłośników piłkarstwa, stawili się na stadionie Legii w komplecie. Trybuny zajęła stara brać, w przeważającej większości kibice >>Czarnych Koszul<<. Legia posiadająca jako klub wojskowy znaczne tradycje, nie zdobyła sobie jeszcze serc warszawiaków. Odnoszą się do niej z rezerwą” – relacjonowała derby stolicy z 1946 roku jedna z nieistniejących już gazet.

Każdy nastolatek w Warszawie wie, że w koszulce Polonii na miasto się nie wychodzi. Może się skończyć na kilku wyzwiskach, ale może się też skończyć znacznie gorzej. Bo fanów – można rzec fanatyków – Legii jest dzisiaj w stolicy zdecydowanie więcej. Na osiedlach obowiązuje nakaz kibicowania jednemu „słusznemu” klubowi, a młodzi, często nie znając nawet jego historii, rekrutowani są do grup kibicowskich automatycznie. Ubierają barwy na ślepo. „Bo tak trzeba”. I to nie jest sytuacja z ostatnich kilku lat. Nawet kiedy w 2000 roku Polonia zdobywała mistrzostwo Polski, na warszawskiej scenie kibicowskiej, tak jak dziś, praktycznie się nie liczyła. Starsi warszawiacy powiedzą, że tak było od zawsze.

Ale czy na pewno?

PRL, czyli dlaczego nie ma Polonii w Warszawie

Ostatnio kolega zapytał mnie w temacie: dlaczego Legia ma w Warszawie więcej kibiców niż Polonia, chociaż jest od niej młodsza? Przeciętny kibic odpowie: Legia jest w Lidze Mistrzów, Polonia – w II lidze. I owszem, zgoda. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Odpowiedzi należy szukać w przeszłości, która choć zamierzchła, nadal rzutuje na rzeczywistość.

To nie przypadek, że uwielbiana przed wojną Polonia, w 1952 roku, a więc w roku powstania Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, spadła z ekstraklasy na bite 41 lat. Tak, jak przypadkiem nie jest, że nie licząca się przed wojną dla warszawiaków Legia, zaczęła w tym samym okresie święcić pierwsze wielkie sukcesy. „Czarne Koszule” były w PRL klubem politycznie niepoprawnym – głównie przez swoje tradycje patriotyczne, doświadczenia z II wojny światowej i oczywiście ogromną rzeszę kibiców. Legia natomiast była czystą kartą. W rezultacie – podobnie jak Gwardia (powstała w 1948 roku) stała się jednym z naczelnych klubów PRL…

A więc dziś warszawskie środowiska kibicowskie, określające się jako patriotyczne, kibicują nie klubowi zasłużonemu dla ojczyzny, jak mało który, ale klubowi z komunistycznym rodowodem. Paradoks jakich szukać ze świecą.

Wchodząc w szczegóły, uproszczona odpowiedź na pytanie kolegi jest taka, że Legia „dostała” po wojnie mocny resort wojskowy, a Polonia – słabszy resort kolei. Milicyjnego nie chciała, więc ten przypadł w udziale Gwardii. Owszem, można dyskutować: przecież miała prawo wyboru. Mogła nie godzić się na patronat kolei i wybrać silniejszą, ale znienawidzoną przez obywateli milicję. Prawdopodobnie jednak podzieliłaby wtedy losy Gwardii, którą kibice uwielbiali tak bardzo, że na stadionie puszczano doping z głośnika… Wybór był więc żaden.

Kolejowy Klub Sportowy Polonia (nazwa obowiązywała w latach 1956-1995) w PRL zupełnie się nie liczył – kursował tylko między III a II ligą. Legia natomiast grała w Europie, zdobywała mistrzostwa, Puchary i Superpuchary Polski. Po prostu istniała. A komu się kibicuje – klubowi, który odnosi sukcesy, czy temu, który gra w III lidze? Nowe pokolenia wychowane na triumfach Legii zapomniały o Polonii i w sympatii do legijnych barw wychowywały kolejne. W dodatku pozycja i historia „Czarnych Koszul” była przez PRL regularnie deprecjonowana. Jak w takich warunkach klub ten mógł trafić do świadomości warszawiaków i jak może trafić do niej dzisiaj, kiedy znów praktycznie się nie liczy?

Polonia jako manifest polskości

„Przedwojenne kluby sportowe wychowywały sportowców w duchu szowinizmu i nacjonalizmu, w duchu nienawiści do wszystkiego co postępowe. (…) Celem nadrzędnym jest zerwanie z przedwojennymi tradycjami klubów mieszczańskich i zlikwidowanie ich uprzywilejowanej pozycji w sporcie. (…) Mowa o takich elitarnych stowarzyszeniach, jak na przykład: Warszawianka, Polonia, Cracovia, Wisła czy Warta i ŁKS” – głosiła oficjalna komunistyczna propaganda.

Dobrobyt klubom z „czarnej listy” gwarantowało jedynie przyjęcie patronatu milicji lub wojska. I Polonia ten milicyjny patronat rzeczywiście przyjęła. Stało się to za sprawą najlepszego przedwojennego strzelca klubu, a w 1945 roku oficera MO.

„Por. Zenon Odrowąż-Pieniążek tworzy przy MO Milicyjny KS Polonia. No, naturalnie, bo jakżeby mogło być inaczej. Warszawa bez swego najukochańszego klubu? – nie do pomyślenia” – pisał na łamach „Sportu” znany dziennikarz Mieczysław Szymkowiak.

Milicyjny patronat nad Polonią przetrwał jednak tylko kilka miesięcy – od lutego do sierpnia 1945 roku. Nie godzili się na niego sami piłkarze, którzy, jak choćby Henryk Przepiórka i Jerzy Szularz, w czasie wojny walczyli dla Armii Krajowej. Zawodnicy pamiętali też o swoim dawnym prezesie – generał Kazimierz Sosnkowski, w czasie wojny Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych, był dla komunistów diabłem wcielonym. Na emigracji co rusz krytykował władze ZSRR, opowiadając się za przyłączeniem Polski do bloku państw zachodnich.

Klubowi z taką przeszłością po prostu nie wypadało reprezentować milicyjnych barw. Polonia wraz ze swoją patriotyczną nazwą – którą przyjęła jeszcze w okresie zaborów, by przypomnieć carowi, że Warszawa to nadal Polska – tradycją i wojennymi bohaterskimi wspomnieniami, była dla propagandy wrogiem numer jeden. Była tym co polskie, a Legia stała się tym co komunistyczne.

Z drugiej jednak strony ciężko winić dzisiejszych kibiców. Tyle lat propagandy i nieustannej cenzury, a ponadto korzyści z wojskowego patronatu, w postaci takich legend, jak Kazimierz Deyna, musiały zrobić swoje. Istniały przecież wartości ważniejsze do pielęgnowania niż sympatia do klubu piłkarskiego…

Zabrali stadion, zmienili koszulki, pozbawili awansu

Z czasem, gdy w Polsce już zupełnie zniszczono prywatną inicjatywę, a klub stracił ostatnich sponsorów, milicja po raz kolejny wyciągnęła po niego dłoń. Jak zdradził Jerzy Szularz, zarząd Polonii odrzucił wówczas patronat stosunkiem głosów 4:3. Podobnie było w 1970 roku, kiedy zaproponowano jej fuzję z Gwardią Warszawa. Dokładne wyniki głosowania pozostają jednak nieznane.

Niejako ze złości milicja w październiku 1945 roku przyznała stadion przy Konwiktorskiej nowo powstałemu klubowi sportowemu ZRYW. Klub ten działał przy Związku Walki Młodych, jednej z przybudówek PPR. W walce o własne boisko pomogło Polonii na pewno mistrzostwo Polski z 1946 roku, ale fakt faktem – wróciła na nie dopiero jesienią 1950 roku.

W międzyczasie znikły także tradycyjne barwy. Czarna koszulka z biało-czerwonym herbem odnosi się bowiem do sytuacji Polski z początku XX wieku, a jej kolor symbolizuje niewolę, w jakiej przez 123 lata żyli Polacy. I choć wkrótce zastąpiła ją koszulka bordowa, kibice – na złość władzy – nadal używali nazwy „Czarne Koszule”. Piłkarzom – wskutek obecności na meczach przedstawicieli władz – było nieco trudnej, ale i tak w każdej możliwej sytuacji, najczęściej w spotkaniach towarzyskich, zakładali ukochane czarne trykoty.

Ręka komunistów po raz kolejny dosięgnęła klub w 1953 roku, kiedy ten zajął trzecie miejsce w II lidze. Awansowały co prawda tylko dwie pierwsze drużyny, ale los chciał, że z rozgrywek ekstraklasy wycofano OWKS Kraków. W normalnych okolicznościach jego miejsce zająłby trzeci zespół II ligi. Marzenia ściętej głowy. Komuniści za nic nie chcieli widzieć „Czarnych Koszul” w elicie i postanowili, że w sezonie 1954 ekstraklasa będzie liczyła przejściowo 11 zespołów… To ewenement na skalę światową, by w piłkarskiej lidze zamierzenie rywalizowała nieparzysta liczba drużyn.

O uciskaniu Polonii świadczy też fakt, że przez 10 lat od zakończenia wojny nie mogła wyjechać za granicę. A popyt na jej usługi był duży. Jako mistrz i zdobywca Pucharu Polski, dostawała dziesiątki zaproszeń z różnych zakątków świata. W latach 40. i na początku lat 50. nie istniały jeszcze co prawda europejskie rozgrywki klubowe, ale w grę wchodziły mocno obsadzone turnieje towarzyskie. Najbardziej prestiżowe zaproszenie „Czarne Koszule” otrzymały w 1949 roku.

„Za pośrednictwem ZMP zaproszona została na kilka występów do Brazylii drużyna piłkarska warszawskiej Polonii, przez znany klub brazylijski Vasco da Gama. Polonia najprawdopodobniej nie skorzysta z zaproszenia z powodu braku wolnych terminów” – cytuje w swojej monografii „Warszawska Polonia: piłkarze >>Czarnych Koszul<< 1911-2011” artykuł z tamtego roku Robert Gawkowski… Czy coś trzeba dodawać?

***

Oczywiście, można powiedzieć, że Polonia sama sobie ten los zgotowała. Sama odrzuciła patronat milicji. Sama wybrała resort kolejnictwa. Nikt jej zarządowi nie kazał być tak krnąbrnym we współpracy. To wszystko prawda. Polonia zapłaciła wysoką cenę za własne wartości. Postawiła na szali 41 lat istnienia. Głupota? Lekkomyślność? Raczej powód do wielkiego szacunku.

I oto właśnie, warszawiaku, dlaczego nie ma Polonii w Warszawie.

*Duże fragmenty tekstu pochodzą z pracy licencjackiej Rafała Hurkowskiego pt. „Niepokonane miasto, niepokonany klub. Historia Polonii Warszawa”.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: