Śladami Lewandowskiego: Legia Warszawa

Pięć bramek w derbach z Polonią, walka o miejsce w składzie, ciężka kontuzja, w końcu lekarz przepowiadający rychłe zakończenie kariery. Robert Lewandowski w rezerwach Legii nie miał łatwego życia. Nie poznano się na jego talencie. Choć miewał przebłyski, Dariusz Wdowczyk pełniący wtedy funkcję trenera pierwszej drużyny, nawet o nim nie słyszał… Najlepszy polski piłkarz ostatnich lat, zawodnik wart dziś ponad 50 milionów euro, w wieku niespełna 18 lat znalazł się na piłkarskim dnie.

Lewandowski trafił do drużyny w okresie przebudowy. Zespół opuściła ponad połowa zawodników, a w przerwie między rozgrywkami, trener Jerzy Kraska i jego współpracownicy obserwowali blisko trzydziestu nowych piłkarzy. Wśród nich znalazło się kilku zawodników stołecznej Delty: Piotr Kazimierak, Przemysław Rawa i Robert Lewandowski. Rezerwy Legii miały w zamyśle ułatwiać młodym zdolnym graczom przeskok do piłki seniorskiej. Jak wiemy – zwykle bardzo ciężki.

Najlepsi, którzy udowadniali swą wartość na trzecim froncie, mieli w przyszłości wzmocnić kadrę pierwszej drużyny i rywalizować już na poziomie ekstraklasy. Rezerwy były zresztą często wzmacniane piłkarzami „jedynki” (m.in. Tomasz Sokołowski, Jacek Magiera, Bartosz Karwan, Marcinowie Klatt i Chemiest, Aleksandar Vuković, Dariusz Zjawiński, Jakub Rzeźniczak), którzy nie zawsze jednak na trzecim froncie dawali z siebie wszystko. Reszta to głównie młodzież, często jeszcze nastoletnia. Najmłodszy Przemysław Wysocki miał zaledwie 16 lat, Lewandowski czy Adrian Stępień – niewiele więcej.

Zespół cechowała ogromna rotacja w składzie. Opiekun rezerw Jerzy Kraska w 28 trzecioligowych meczach skorzystał z usług aż 41 piłkarzy.

„Nie byłem odkrywcą Lewego…”

Kto polecił Lewandowskiego na Łazienkowskiej? Wersji jest kilka.

„Obserwował go szczególnie Jacek Bednarz – ówczesny dyrektor sportowy klubu – no i był nim po prostu zachwycony” – powiedział w rozmowie z nami prezes Delty Andrzej Trzeciakowski.

Sam Bednarz nie chce jednak na siłę dołączać do rosnącego z roku na rok grona odkrywców Lewego i od razu ucina temat:

„Teraz wszyscy przyznają się do Roberta – ile to mu pomogli, jak to go odkrywali… Trochę mnie to dziwi. Ja nie chcę konfabulować i przypisywać sobie czyjejś zasługi. Po prostu, zobaczyłem pewnego dnia na Delcie chłopaka z pasją i talentem. Poleciłem go w rezerwach, ale nasze drogi niestety szybko się rozminęły – gdy tylko przyszedł do Legii, mnie akurat zwolniono z funkcji dyrektora sportowego. Nawet nie wiem czy Robert mnie kojarzy z tego okresu” – przyznał.

„Na Łazienkowską często przychodził wtedy Eugeniusz Warmiński, były fotoreporter. Oglądał Lewandowskiego w Delcie i jeszcze za czasów Varsovii. Mówił, że bardzo ciekawy chłopak, że warto go sprawdzić. Wprost na to nalegał. Posłuchaliśmy go” – twierdzi z kolei trener Jerzy Kraska.

Inni rozmówcy uważają, że przejście utalentowanego piłkarza z Delty do Legii było zupełnie naturalne: oba kluby blisko ze sobą współpracowały, a Jacek Mazurek – były trener Lewego – był wówczas w Legii zatrudniony.

Młody napastnik pojawił się na Łazienkowskiej pod koniec czerwca 2005 roku. Zadebiutował 9 lipca w sparingu z Gwardią, wygranym przez rezerwy Legii 1:0. Lewandowski zaliczył nawet asystę przy trafieniu testowanego Dariusza Rolaka i ogólnie przed sezonem spisywał się dobrze – zdobywał bramki w meczach m.in. z Podlasiem Sokołów Podlaski (2:2) i Igloopolem Dębica (2:0 – dwie).

Czerwona latarnia III ligi

Rezerwy rozpoczęły sezon mocnym uderzeniem – od wyjazdowego zwycięstwa nad Dolcanem Ząbki i remisu na własnym boisku z ŁKS-em Łomża, drużyną, która po sezonie świętowała awans do II ligi. Nieźle, jak na zespół walczący jedynie o utrzymanie.

Lewy jednak oglądał te spotkania z ławki. Na murawie pojawił się dopiero w trzecim meczu – 27 sierpnia przeciwko Górnikowi w Łęczycy. Niestety, tym razem szczęście nie dopisało – Legia poległa 0:3, a debiutant został zmieniony w 80. minucie przez Rafała Stańczykowskiego.

Jeszcze tydzień później co prawda zagrał – z Unią Skierniewice na własnym boisku (0:0), w meczu, który obserwował nowy trener Legii Dariusz Wdowczyk. Lewy jednak spędził na boisku zaledwie godzinę, a w protokole sędziowskim zapisał się jedynie żółtą kartką. Znów zawiódł – cztery kolejne spotkania oglądał z ławki.

„Był dość wyrośnięty, ale bardzo słaby fizycznie. Trzeba było poświęcić mu trochę uwagi, pracy. Dać czas” – tłumaczy Jerzy Kraska.

Po raz kolejny na boisko wpuścił go dopiero 2 października na ostatnie trzy minuty starcia ze Zniczem Pruszków (0:1). Pierwszą bramkę natomiast Lewy zdobył w 12. kolejce, kiedy dostał pięciominutową szansę z Mazowszem Grójec. Pokonał golkipera rywali w doliczonym czasie gry, ale trafienie nie miało większego znaczenia – Legia II przegrała szóste spotkanie z rzędu, tym razem 2:4 i spadła na ostatnie miejsce w ligowej tabeli.

„Miałem wtedy kilku zawodników walczących o skład, jak Adrian Paluchowski, Jakub Polniak czy Przemysław Wysocki. I nie mogę powiedzieć, że Lewandowski już wtedy prezentował się lepiej od nich. Ale też miał smykałkę. Na treningach pokazywał, że stać go na bardzo wiele. Proszę jednak pamiętać, że to była III liga. Grał przeciwko starszym, bardzo doświadczonym zawodnikom. No i on sam pomału zdobywał to doświadczenie.” – wspomina Kraska.

Bilans jesieni nie był w wykonaniu Roberta Lewandowskiego zbyt imponujący: 7 spotkań (296 minut) – 1 gol. Trochę optymizmu wniosło ostatnie spotkanie tamtego roku, przeciwko Żbikowi II w Pucharze Polski. Rezerwy Legii wygrały w Nasielsku 8:0, a Lewy dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

Pierwszy bramkowy pięciopak Lewego

W rundzie jesiennej Robert Lewandowski III ligi nie podbił, ale już podczas zimowych sparingów zaczął udowadniać, że posiada nieprzeciętne snajperskie umiejętności. Zespół wygrał dziewięć z dwunastu gier kontrolnych, a Lewandowski był w nich wiodącą postacią.

5 stycznia 2006 roku na boisku Okęcia, w półfinale tradycyjnego turnieju o Puchar Prezydenta Warszawy, doszło do „małych derbów” stolicy: rezerwy Legii podejmowały rezerwy Polonii. Mecz, który rozegrano w arcytrudnych warunkach, na pokrytej śniegiem płycie boiska, był teatrem jednego aktora: Robert Lewandowski zdobył pięć bramek! Co prawda ten wyczyn zajął mu trochę więcej czasu, niż słynne dziewięć minut przeciwko VfL Wolfsburg, ale i wtedy zmieścił się w jednej połowie: trafiał do bramki w 2., 6., 9., 13. i 34. minucie. Pięciopak zapewnił mu koronę króla strzelców tamtego turnieju, ale w finale nie było już tak dobrze: Legia II przegrała z Okęciem 0:2.

„Miał takiego boiskowego „farta”. Gdzie się piłka nie odbiła, i tak trafiała do niego. Zdobywał bramki z bardzo różnych pozycji. Głową, lewą nogą, prawą – nie miało to dla niego znaczenia. I rzeczywiście, do pracy był pierwszy. Nie sprawiał żadnych problemów. Na treningach zawsze trzymał poziom, żadnego nie opuścił. No i chciał – to chyba najważniejsze” – wspomina Kraska.

Lewandowski w zimowych sparingach jeszcze dwukrotnie popisał się hat-trickami: przeciwko OKS Otwock (6:0) i Delcie Warszawa (4:1). Wiosną miał rywalizować o miejsce w składzie: nowymi nabytkami Legii – dwoma utalentowanymi napastnikami: Jakubem Polniakiem i Adrianem Paluchowskim.

„Według mnie było wtedy trzech równorzędnych napastników: ja, Paluchowski i właśnie Lewandowski” – twierdzi Polniak. „W tych czasach żaden z naszej trójki nie prezentował się jakoś szczególnie. Razem strzeliliśmy tylko sześć ligowych bramek” – dodaje Adrian Paluchowski.

Lewy nie zmarnował przerwy w rozgrywkach i w pierwszym meczu rundy wiosennej pojawił się w wyjściowym składzie. Drużyna ze stolicy grała w Łomży z miejscowym ŁKS-em – liderem tabeli. Niewielu dawało gościom jakiekolwiek szanse, tymczasem niespodziewanie wygrali 2:1, a Lewandowski, który spędził na boisku 75 minut, miał w tym swój skromny udział: asystował Mirko Poledicy, strzelcowi zwycięskiego gola. Drugi mecz – z Górnikiem Łęczyca (1:1) to znów wyjściowy skład i 69 minut Lewego.

Tuż po spotkaniu na Lewandowskiego po raz pierwszy uwagę zwrócili trenerzy reprezentacji juniorów. Opiekun kadry U-18 Radosław Mroczkowski powołał go na konsultację szkoleniową w Bielsku-Białej. W gronie 25 piłkarzy, którym chciał się przyjrzeć selekcjoner znaleźli się m.in. też Kamil Grosicki (Pogoń Szczecin) i Patryk Małecki (Wisła Kraków). Lewy prawdopodobnie jednak nie zrobił na Mroczkowskim dobrego wrażenia i zabrakło go w kadrze na towarzyski turniej Slovakia Cup.

W trzecim meczu wiosny zagrał 87 minut, Legia pewnie pokonała w Skierniewicach Unię 3:0, a Lewy ustalił wynik tej konfrontacji strzałem głową po podaniu Przemysława Wysockiego. W czwartym, wygranym 2:1, zagrał całe 90 minut przeciwko MZKS Kozienice. Po spotkaniu trener Jerzy Kraska miał do niego pretensje o niewykorzystanie dwóch stuprocentowych sytuacji, dlatego piąty wiosenny mecz młody napastnik zaczął na ławce rezerwowych. Ta gra, jak się później okazało, zadecydowała o jego dalszych losach w Legii…

Atak: Cezary Kucharski-Robert Lewandowski

26 kwietnia rezerwy Legii podejmowały na własnym boisku Dolcan Ząbki. W ataku brylował duet napastników ściągniętych na ten mecz z pierwszej drużyny: Cezary Kucharski-Marcin Klatt. Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 2:0, a w 54. minucie Klatta zastąpił Lewandowski, który miał okazję zagrać ze swym późniejszym menadżerem. Niestety, tylko pięć minut…

Młody napastnik nie zdążył powąchać trawy, a już musiał opuścić plac gry. Werdykt lekarski: naderwanie mięśnia dwugłowego uda. Tuż po jego zejściu Cezary Kucharski zdobył trzecią bramkę dla legionistów, a mecz zakończył się wynikiem 4:0. Lewandowski nie wystąpił już do końca sezonu, przez pewien czas poruszał się o kulach, a klubowy lekarz twierdził nawet, że nie będzie się nadawał do wyczynowego uprawiania sportu…

„Strasznie dziwnie się poruszał. Ciągnął za sobą nogę…” – wspomina Polniak.

Rezerwy w ostatnich dziewięciu grach sezonu musiały radzić sobie bez Lewego; zajęły ostatecznie 11. miejsce w tabeli, co oznaczało spadek do IV ligi.

O niebo lepiej poradziła sobie pierwsza drużyna. Legioniści zdobyli wówczas mistrzostwo Polski. Po sezonie trener Dariusz Wdowczyk zaprosił na letnie zgrupowanie do Wronek kilku piłkarzy rezerw, w tym również rekonwalescenta Roberta Lewandowskiego. Być może młody napastnik zbyt wiele obiecywał sobie po tym wyjeździe, ale już w jego trakcie miał przeczucie, że coś jest nie tak.

„Szczerze? W ogóle nie pamiętam Roberta z Legii. Owszem, wziąłem kiedyś grupę młodych piłkarzy na zgrupowanie, chyba do Wronek, pewnie był wśród nich i Lewandowski, ale naprawdę – nie jestem w stanie sobie przypomnieć nawet jego twarzy…” – wyznaje nam Wdowczyk.

Kariera na zakręcie

Po powrocie czekała na niego niemiła niespodzianka. Klubowa sekretarka wręczyła mu jego kartę i poinformowała, że nie jest już piłkarzem Legii. Dalsza kariera młodego napastnika stanęła pod znakiem zapytania… Dziś uważa się, że odstrzelenie Lewandowskiego to jedna z największych pomyłek w historii Legii, a wśród klubowych działaczy szuka się winnych tej sytuacji.

„Wszyscy mówią, że go odstrzelili. On po prostu miał kontuzję i nie przedłużyli z nim kontraktu. Może nieładnie się trochę zachowali, ale naprawdę – nie wyglądało to dobrze. Potem bardzo chciał wrócić i chyba za wcześnie wybiegł na boisko…” – twierdzi z kolei Polniak.

„We Wronkach Robert dopiero co dochodził do siebie. Może jakoś faktycznie się tam nie wyróżniał, ale żaden z nas nie wyróżniał się na tyle, by na stałe zagościć w pierwszym składzie. Wtedy zapadła decyzja, że nie przedłużą z nim kontraktu. A kto ją konkretnie podjął, chyba nigdy nie poznamy prawdy” – wspomina Paluchowski.

Młody napastnik nie podbił trzecioligowych boisk. Nie miał imponujących statystyk: w 12 meczach (622 minuty) zdobył zaledwie dwie bramki, później doznał kontuzji. Wiele osób obserwujących rozwój kariery Roberta Lewandowskiego twierdzi jednak, że stołeczny klub popełnił wielki błąd pozbywając się go:

„W Legii się na nim po prostu nie poznali, nie dostrzegli jego potencjału. Lewandowski w wieku 17 lat, w momencie przejścia do Legii, nie miał może jeszcze rewelacyjnej techniki, ale już wtedy widać w nim było materiał na dobrego piłkarza. Umiał wyjść na pozycję, potrafił przewidzieć co zrobią rywale i jak zagra kolega. Miał świetne uderzenie, potrafił grać nieszablonowo. Ważne było też jego podejście do futbolu, pracowitość oraz upór. Nie załamywał się niepowodzeniami, to pomogło mu również odbudować się po zakończeniu przygody z Legią” – powiedział nam były kierownik stołecznej Delty Kazimierz Wijata i dodał: „Być może Robert trafił na Łazienkowską zbyt szybko. Niby nie jest to wielki przeskok: z IV ligi do III, ale rezerwy Legii były specyficzną drużyną. Preferowano tam zawodników silnych fizycznie oraz tych, za których klub zapłacił większe pieniądze, więc musieli pojawiać się na boisku.”

Trener Jerzy Kraska również uważa, że Legia powinna przedłużyć z nim kontrakt:

„Szczerze wierzyłem, że ta pierwsza drużyna w końcu się nim zainteresuje. Trenowaliśmy przecież o tej samej porze na sąsiednich boiskach! Jeśli kogoś >jedynce< brakowało, zawsze posyłałem im Lewandowskiego. Niestety, wyszło jak wyszło. A on naprawdę chciał w tej Legii grać. To było widać. Sam o tym mówił… Ale do tanga trzeba dwojga.”

***

Robert Lewandowski przeszedł do Znicza właściwie za darmo, choć później klub z Pruszkowa wyłożył za ten transfer 5000 złotych. W 2008 roku, gdy Lewy zgarnął koronę króla strzelców II ligi, Legia miała kolejną szansę na pozyskanie zdolnego napastnika. To już jednak temat na inną historię.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: