Sfrustrowany Grosicki: Zasługuję na poważne traktowanie!

Uważam, że zasługuję na poważne traktowanie. Wpuszczanie mnie na półgodziny nie jest poważne. Potrzebuję zaufania. Adam Nawałka mi zaufał i ma efekty. Niech trener da mi pięć-sześć meczów z rzędu w pierwszym składzie i dopiero wtedy podejmie decyzję o ewentualnym posadzeniu mnie na ławce – proponuje Kamil Grosicki, reprezentant Polski z francuskiego Stade Rennais, który według trenera Philippe Montaniera jest teraz najlepszym rezerwowym w Europie.

Rafał Hurkowski: Zdobył Pan w tym sezonie już pięć bramek, a to dopiero półmetek rozgrywek. W przeszłości, jeśli idzie o konkretny klub, najwięcej strzelił Pan dla Sivasssporu w sezonie 2011/12 i dla Jagiellonii sezon wcześniej – po sześć goli. Można powiedzieć, że przeżywa Pan najlepszy okres w karierze?

Kamil Grosicki: Rzeczywiście, bardzo ładnie to wygląda, ale ja osobiście nie jestem zadowolony ze swojej gry. W tym sezonie nie pokazuję na boisku tego, z czego dotąd słynąłem. Mam na myśli akcje jeden na jeden, dryblingi na skrzydłach. Na dziś zupełnie mi to nie wychodzi. Obejrzałem sobie jeszcze raz czwartkowy mecz z Marsylią (przegrana 0:1, Grosicki zagrał 60 minut – RH) i jestem po prostu załamany. Zdecydowanie brakuje mi pewności siebie. Może i pod bramką rywala ją mam, ale gdy naprzeciwko stoi obrońca, nie potrafię sobie z nim poradzić. Strasznie mnie to martwi… Na szczęście, pewność siebie można wypracować. Także, jeśli chodzi o statystyki – super. Jeśli o grę – dużo pracy przede mną.

Bardzo Pan wobec siebie krytyczny. Ale ja wciąż patrzę w te statystyki i nie wierzę w to, co słyszę. Weźmy kadrę – od 4 września 2015 roku nie schodzi Pan z boiska bez asysty albo bramki. A meczów było sześć, w tym ten z Niemcami. W sumie cztery gole, pięć asyst. Niesamowite, zważając, że od debiutu w kadrze w lutym 2008 roku do września 2015 trafił Pan do siatki zaledwie dwa razy. I to ze słabym Gibraltarem.

Czy to w kadrze, czy to w klubie, liczbowo absolutnie najlepszy okres w mojej karierze. Oczywiście, bramki i asysty są najważniejsze, tym bardziej na mojej pozycji. Ale dla mnie liczy się też wrażenie artystyczne. Oglądam swoje mecze i doszukuję się najmniejszych błędów, by móc później nad nimi pracować. Jestem strasznie sfrustrowany, bo zawsze lubiłem dryblować i byłem w tym naprawdę dobry. A teraz nagle jakby mi to odjęto. Żeby być piłkarzem z tej najwyższej światowej półki, trzeba strzelać, asystować, ale też dawać frajdę kibicom. Praca, praca, praca!

Pana trener, Philippe Montanier, nie widzi problemu. Twierdzi nawet, że w tym sezonie jest Pan bardziej skoncentrowany. Pamiętajmy, że do sierpniowego meczu z Montpellier od półtora roku pozostawał Pan bez bramki.

Tak, strzeliłem dwa gole w Pucharze Francji, ale kończyłem sezon bez bramki w Ligue 1. Trenerowi na pewno łatwo powiedzieć, że skoro trafiam do siatki, to na pewno jestem bardziej skoncentrowany… Ja natomiast uważam, że po prostu brakowało mi szczęścia – obijałem słupki, poprzeczki. Teraz wszystko się jakoś zbiegło – przełamałem się w lidze, awansowaliśmy na mistrzostwa Europy. Myślę nawet, że dzięki tym pełnym i częstym występom w kadrze, potrafiłem utrzymać wysoką formę w Rennes. Bo, nie oszukujmy się, dziś brakuje mi też ogrania.

No właśnie, jest Pan najlepszym strzelcem Rennes, ma Pan o bramkę więcej niż Angel Di Maria, a i tak w aż 12 na 16 meczów wchodził Pan na boisko z ławki. Montanier jakoś to Panu tłumaczył?

Nie, nie tłumaczył. Dla niego akurat fakt, że strzelam powinien być najważniejszy. Mi to nie wystarcza, ale z tego jestem przecież rozliczany. Jak mam złapać pewność siebie, skoro gram po 25-30 minut? Osobiście uważam, że jak najbardziej zasłużyłem na pierwszy skład.

Jako dżoker trochę się Pan marnuje – tylko raz spędził Pan na boisku pełne 90 minut, w tym czasie do bramki dołożył Pan asystę. Najlepszy Pana mecz w sezonie.

Nie chcę na gorąco nic mówić, ale jestem wkurzony. Bardzo. Nawet jak dostanę szansę w pierwszym składzie, musiałbym chyba ustrzelić hat-tricka, żeby zagrać w kolejnym meczu. Albo jak Lewy – pięć bramek w dziewięć minut… Jest mi tu naprawdę bardzo ciężko.

Osobiście się z tym nie zgadzam, ale nasz paryski korespondent Tadeusz Fogiel mówi, że woli Kamila Grosickiego, który wejdzie w tej 60. minucie i zrobi show. Według niego wstępuje w Pana wtedy jakaś niesamowita moc, to Pan decyduje o przebiegu meczu.

Też się z tym nie zgadzam i uważam, że zasługuję na poważne traktowanie. Wpuszczanie mnie na półgodziny nie jest poważne. W każdym spotkaniu staram się wykonywać polecenia trenera. Wiadomo, czasem mecz źle się ułoży, ale dlaczego tylko ja mam cierpieć? Potrzebuję zaufania ze strony Pana Montaniera. Adam Nawałka mi zaufał i ma efekty. Niech trener da mi pięć-sześć meczów z rzędu w pierwszym składzie i dopiero wtedy podejmie decyzję o ewentualnym posadzeniu mnie na ławce. Na razie będę potulny, będę robił swoje, a jeśli nie wyjdzie, podpisałem ostatnio umowę z niemieckim menedżerem. Może coś z tego będzie, ale na razie nie chcę nic więcej mówić.

Rennes należy do piątego najbogatszego człowieka we Francji (65. na świecie), biznesmena, którego majątek szacuje się na 13 miliardów dolarów. Francoisa Pinaulta. Mimo to, klub nie bije się o czołówkę Ligue 1. Dlaczego?

O to samo pytałem kolegów, gdy przychodziłem do Rennes. Dla Pinaulta futbol nie jest priorytem. Rzadko też przychodzi na mecze. Mam jednak tę satysfakcję, że zobaczył na żywo moją bramkę z Montpellier. Jestem z niej autentycznie dumny (Grosicki wszedł na ostatnie 17 minut – RH). On ma trochę takie podejście, jak Waldemar Kita z FC Nantes. Stawia głównie na zawodników młodych. Wychowanków. Od czasu do czasu mówi się jednak, że może w końcu zainwestuje w Rennes poważne pieniądze. Zobaczymy. Gdyby to zrobił, bylibyśmy drugą siłą Francji. Po PSG.

Ma Pan chociaż zniżki u Gucciego?

(śmiech) On ma jeszcze przecież Pumę. Zresztą nawet gramy w jej koszulkach. Siedzi w tym przemyśle odzieżowym. Ale rabatu jeszcze nie dostałem.

Kto jest teraz największą gwiazdą Rennes?

Mamy zespół młodych talentów. Jest 23-letni Juan Quintero, którego wypożyczyliśmy z FC Porto. To Kolumbijczyk, mówią, że następca Jamesa Rodrigueza. Jest jego rówieśnik Paul-Georges Ntep, którego kupiliśmy z Auxerre za pięć milionów euro – za byle kogo takich pieniędzy się nie daje. Jest w końcu bardzo uzdolniony Ousmane Dembele. Także na razie może bez szału, ale w przyszłości Rennes na pewno będzie miało w kim wybierać.

A co słychać u Yoanna Gourcouffa, nie sądzi Pan, że zmarnował trochę swój potencjał? Ma już 29 lat.

Zdecydowanie, ale to na pewno spora zasługa kontuzji. Jest u nas dopiero trzy miesiące, a przez całe lato pozostawał bez klubu. Dajmy mu czas. Rennes przyda się takie nazwisko, a i mi samemu fajnie będzie grać u jego boku.

Jak to będzie z Euro po tych zamach w Paryżu?

Ciągle się o tym mówi, ludzie się boją, ale nikt nawet nie myśli, żeby odwołać Euro. Sądzę, że już nic złego się nie wydarzy. Tym bardziej na takim turnieju, gdzie środki bezpieczeństwa są przecież szczególne. Wszyscy jeszcze bardzo to przeżywamy, ale jesteśmy dobrej myśli.

Pana wymarzona grupa?

Z pierwszego koszyka Francja, z drugiego Ukraina, z czwartego Islandia. Gospodarz, współgospodarz Euro 2012, najciekawsza drużyna eliminacji. A i szanse na awans duże… Zrobię wszystko, by trafić na turniej z formą. Chcę – tak, jak Arek Milik – najlepszy mecz w reprezentacji zagrać właśnie we Francji. Wszyscy zresztą chcemy. Polska już zdecydowanie za długo nie liczyła się w Europie. Czas to zmienić. Muszę tylko grać, chcę dopracować to, co mi nie pasuje i przystąpić do mistrzostw z zupełnie czystą głową. Powtarzam: Euro to dla mnie priorytet.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: