Pseudokibic z Kremla

Gruzja nigdy nie grała na wielkiej imprezie i choć w jej składzie przewijały się takie gwiazdy, jak Kacha Kaladze czy Lewan Kobiaszwili, dziś wyróżnia ją już tylko selekcjoner – wybuchowy Temur Kecbaja. Nie jest to jednak typowa piłkarska pustynia – Gruzini odnosili sukcesy. I to duże! Tyle, że jeszcze pod banderą ZSRR.

Rok 1960 – mistrzostwo Europy z Metrewelim, Meschim i Czochelim w składzie, rok 1981 – triumf Dinama Tbilisi w Pucharze Zdobywców Pucharów. Dlatego zapowiadając najbliższego rywala biało-czerwonych, warto przypomnieć historię właśnie z tamtego okresu. Ale bynajmniej – nie tak pozytywną jak te wspomniane…

Piłkarski sen zbrodniarza z Tbilisi

Zdecydowanie najpopularniejszym i najbardziej wpływowym piłkarzem gruzińskiego pochodzenia, był… Ławrientij Beria. Mało kto pamięta, że przyszły szef NKWD i jeden z największych zbrodniarzy w historii, całą młodość spędził na lewym skrzydle kilku amatorskich zespołów z Tbilisi. Brak techniki nadrabiał siłą, skuteczność – zaangażowaniem. To jednak nie wystarczyło. Futbol raz na zawsze z głowy wybił mu jeden człowiek – Nikołaj Starostin.

Ogrywał Berię raz po raz, jego trzej bracia finalizowali akcje. Krasnaja Priesnia, klub założony przez klan Starostinów – który właśnie kończył tournee po kraju – pokazał chłopcom z Tbilisi miejsce w szeregu. Tego było za wiele. Ośmieszony Beria porzuca piłkarskie marzenie. Wkrótce wstępuje do Czeka, pnie się po szczeblach władzy i traci resztki człowieczeństwa. Teraz to on jest panem.

Prezes Dynama, fanem Dinama!

Gdy Beria kończy 26 lat, w Tbilisi powstaje Dinamo. To miłość od pierwszego wejrzenia, która za kilka lat wzbudzi niemałe kontrowersje – jako szef NKWD, Beria był również prezesem Dynama Moskwa… No ale miłość nie wybiera. Wraz z rozwojem jego kariery, klub nabiera znaczenia. W 1944 roku organizuje mu tournee po Iranie, co – zważając, że nadal trwa wojna – jest czymś zupełnie niewyobrażalnym. Wcześniej jednak dochodzi do niespodziewanego spotkania.

W międzyczasie drużyna Starostinów przeobraziła się w Spartaka Moskwa i z miejsca została ulubionym klubem mieszkańców stolicy (Spartak – Spartakus – powstanie niewolników…). Na nieszczęście dla Starostinów, los znów złączył ich z Berią – w półfinale Pucharu ZSRR 1939 trafili Dinamo Tbilisi. Wszelkie obawy z pozoru okazały się nieuzasadnione – Spartak wygrywa 1:0, awansuje do finału, gdzie po zaciętym meczu ogrywa 3:1 Staliniec Leningrad (dzisiaj Zenit Petersburg).

Futbol centralnie sterowany

Euforia nie trwała długo. Wściekły Beria interweniował na samej górze, twierdził, że zwycięska bramka padła nieprzepisowo. Najpierw więc aresztowano sędziego, a kilka dni później – już po rozegraniu finału – trener Nikołaj Starostin odebrał wiadomość: „Mecz z Dinamem zostanie powtórzony”… Frustracja, rozpacz i w końcu sportowa złość – Spartak przy 80 tysiącach kibiców wygrywa 3:2, a wynik finału pozostaje niezmieniony.

Cios za cios, ale żarty się skończyły – szara eminencja, popychana osobistą niechęcią, sympatią do Dinama i obowiązkiem względem Dynama (Spartak był głosem sprzeciwu), za punkt honoru wzięła sobie wyeliminowanie rywala. Nie udało się w 1939 roku, kiedy Starostina uchroniła przyjaźń jego córki z córką Mołotowa, nie udało się rok później, kiedy Spartak nieco obniżył loty (trzecie miejsce po dwóch mistrzostwach ZSRR z rzędu), ale już w 1942 roku Beria wynagrodził to sobie z nawiązką – na Syberii wylądowali wszyscy czterej bracia.

Życiowy rollercoaster

I na tym właściwie historia mogłaby się skończyć, ale życie dopisało jeszcze jeden, decydujący akt. Gdy Beria powoli zapominał o Starostinie, ten piął się coraz wyżej w łagrowej hierarchii. Zaczął trenować obozowe drużyny, zapewnił lepsze warunki rodzinie. Na zesłaniu miał przebywać 10 lat, ale czas szybko płynął, a ciężkie prace omijały go łukiem. W końcu karta się odwróciła.

Przełomem była śmierć Stalina. Jego następcy jeszcze w 1953 roku wymierzają znienawidzonemu Berii karę za grzechy. Tyran ginie w wieku 54 lat. Rok później Starostin wraca do Moskwy. Z miejsca zostaje prezesem Spartaka i pełni tę funkcję nieprzerwanie przez następnych 38 lat. Za swojej kadencji zdobywa aż 13 tytułów mistrzowskich, gdy Beria nie doczekał nawet jednego. Umiera dopiero w 1996 roku, pamiętając prawie cały XX wiek…

Tym razem wygrał futbol.

Rafał Hurkowski, Łączy Nas Piłka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: