Emerytura pod palmami – Valeron po 40-tce, a wciąż na boisku!

To historia trzech ludzi, dwóch klubów i łącznie 55 lat spędzonych na boisku. Kiedy Wojciech Kowalczyk, jako już doświadczony 25-letni piłkarz, przychodził do Las Palmas, spotkał dwóch niewiele wtedy znaczących zawodników: 22-letniego Manuela Pablo i rok starszego Juana Carlosa Valerona. Z drugim w zasadzie się minął.

Dziś Valeron to legenda. – Najlepszy piłkarz z jakim dzieliłem szatnię – zdradził Roy Makkay. – Myślę, że każdy lubi go oglądać. Gdy gra, nie patrzysz na cenę biletu, bo i tak wiesz, że będzie warto – stwierdził Andres Iniesta. – Byłoby mi na pewno łatwiej, gdyby występował obok mnie – wyznał Zinedine Zidane. Pomyśleć tylko, że David Silva, który wychował się w tej samej wiosce co on, do dziś nosi koszulkę z numerem „21”, by upamiętnić bohatera z dzieciństwa.

To naprawdę niesamowite, że najbardziej utytułowanym piłkarzem z trójki wspomnianej we wstępie, wcale nie jest ten powszechnie wychwalany i legendarny Valeron. Jest nim Wojciech Kowalczyk.

Geniusz bez tytułów

Hiszpan nigdy nie został mistrzem kraju, Europy, świata, nie wygrał Ligi Mistrzów, ani Pucharu UEFA. To człowiek, którego największym sukcesem jest Puchar Króla. Nie załapał się – w przeciwieństwie do Manuela Pablo – na mistrzowski sezon Deportivo. Do klubu przyszedł miesiąc później. A za dwa wicemistrzostwa i półfinał LM nie dostajesz przecież pucharu. I właśnie w tym tkwi cały problem z Valeronem. Geniusz, ale bez tytułów. Ten jeden, wspomniany, kiedy Deportivo pokonało obchodzący setne urodziny Real Madryt, zapewnił mu nominację do Złotej Piłki. W rezultacie Hiszpan zajął 15. miejsce, ex aequo z Berndem Schneiderem, Patrickiem Vieirą i Cafu. Wygrał Ronaldo. To był 2002 rok.

Ale poza tytułem „Geniusz bez tytułów”, jest jeszcze jedna rzecz, która go wyróżnia. Valeron kpi sobie z czasu. Z roku na rok przeciwstawia się jego upływowi… Może chce w końcu coś zdobyć?

Trzej muszkieterowie z Gran Canarii

Kiedy Kowalczyk przychodził do Las Palmas, wspomniana dwójka sposobiła się do odejścia. Pablo po sezonie zamienił Wyspy Kanaryjskie na nadmorską La Corunę. Valeron też specjalnie nie zmieniał klimatu i z „Kanarów” przeniósł się na Baleary. Minęły dwie dekady. Kowalczyk, który w wieku 32 lat zakończył poważną karierę, jest ekspertem i komentatorem Polsatu Sport. Jego dwaj koledzy wciąż grają w piłkę. Valeron dołączył wkrótce do Pablo i przez 13 lat stał się żywą legendą Deportivo. Zagrał w 401 meczach, spędził na boisku ponad 25 tysięcy minut. Pablo na Estadio Riazor może aż takiego statusu nie ma, ale jednak wybiegł na boisko 422 razy i spędził na nim ponad 35 tysięcy minut! To daje prawie miesiąc nieustannej gry w piłkę.

Chłopaki z Wysp (obaj urodzili się na Gran Canarii) mają za sobą kryzys wieku średniego – Valeron 40 lat skończył w czerwcu, Pablo skończy je w styczniu – a nadal ubierają koszulki klubów La Liga! Niestety, właściwie tylko ubierają. Valeron wrócił do korzeni dwa lata temu. W sezonie 2014/15 jeszcze trochę pograł – wybiegł na boisko w 24  meczach. I choć ani razu nie spędził na murawie 90 minut – zwykle wchodził po przerwie – w jakimś stopniu przyczynił się do pierwszego od 13 lat awansu Las Palmas na boiska Primera Division.

Juan, wypada się pożegnać

Miał już kończyć karierę, szykował benefis, ale prezes Miguel Ramirez zaprosił go na kolację i stwierdził: „Juan, powinieneś się godnie pożegnać ze wszystkimi klubami La Liga. W końcu tyle lat w niej spędziłeś. Tak wypada.”. I został. W obecnym sezonie zagrał już jednak tylko 73 minuty. W tym 22 z Barceloną, gdzie spotkał się z Luisem Enrique, dawnym kolegą z boiska.

Dla Pablo na pewno szacunek, że tylko raz zmienił barwy i że jest w Deportivo już od 17 lat, ale jak to mówią: za zasługi to na Powązkach. Zawodnik nie zagrał w tym sezonie nawet minuty, w zeszłym wchodził na murawę tylko pięciokrotnie – ale zawsze w opasce kapitana – dwa razy nie dokończył spotkania, a w ostatnim meczu z Levante doznał kontuzji mięśnia czworogłowego uda. W wieku 40 lat urazów nie leczy się już tak szybko. Pablo i tak długo ich unikał – to była jego pierwsza poważna kontuzja od 2001 roku, kiedy w zremisowanym 2:2 meczu z Celtą Vigo złamał naraz kość strzałkową i piszczelową.

Spotkanie weteranów

Co znaczy ból, doskonale wie też Valeron. Za czasów swojej pierwszej przygody z Las Palmas, zerwanie więzadeł przekreśliło mu transfer do Realu. Prawdziwy dramat nastąpił jednak w 2006 roku, kiedy kontuzja się odnowiła i potrzebne były operacje. Trzy kolejne lata to głównie gra na pół gwizdka i treningi w specjalnej koszulce, która sygnalizowała kolegom, by nie atakowali go wślizgiem. Klub w tym trudnym czasie bardzo go wspierał… Nic dziwnego, że nie mógł sobie tak po prostu odejść, gdy Deportivo spadło do Segunda Division.

Długowieczność Valerona i Pablo na pewno nie jest efektem końskiego zdrowia, tym większy szacunek, że mimo przeciwności, spędzili na boisku już grubo ponad dwie dekady. I w najbliższą sobotę znów będą mieli okazję się spotkać! UD Las Palmas podejmuje u siebie Deportivo La Coruna. Początek meczu o godz. 22:00.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: