Dziecięca korporacja czy futbol XXI wieku?

FC Barcelona chciała otworzyć szkółkę w Danii – nic z tego. – Taki ruch kolidowałby z naszymi przepisami, które mają na celu chronić szczęście, dobre samopoczucie oraz bezpieczeństwo dzieci. Szkółki Barcy to najwyższy poziom rywalizacji – ewentualne odrzucenie z tak elitarnego środowiska mogłoby się skończyć dla dziecka wielką traumą – twierdzą przedstawiciele Duńskiej Federacji Piłkarskiej.

Nie od dziś wiadomo, że Skandynawowie mają dość specyficzne podejście do dzieci. Wystarczy wspomnieć szwedzką reklamę z początku tego roku, w której śpiewające genitalia uczą najmłodszych o seksie. Teraz nagle jakaś abstrakcyjna ochrona „szczęścia i bezpieczeństwa”… Co kraj, to obyczaj. Nie jest wszak zaskoczeniem, że Barca upomniała się w końcu o rynek Europy Północnej. O drzemiącym tam potencjale świadczy choćby przykład Martina Odegaarda, najmłodszego w historii reprezentanta Norwegii (15 lat i 253 dni), pozyskanego w styczniu przez Real Madryt.

My, Polacy, może bardziej konserwatywni – animowane genitalia w reklamach raczej nie przejdą – ale postępu się nie boimy. Jesienią 2011 roku weszliśmy do elitarnego grona – dziś – 14 międzynarodowych szkółek Barcelony. Katalońskie macki obejmują tak odległe od siebie terytoria, jak Japonia, Egipt czy nawet Dominikana. FCB Escola Varsovia jest – póki co – jedyną obok Turcji i tych na terenie Hiszpanii, akademią Blaugrany w Europie. Co ciekawe, w Brazylii i Japonii funkcjonują po dwie szkółki.

Śmiało można wysnuć tezę, że miernikiem potęgi klubów – sportowej i marketingowej – jest liczba dzieciaków biegających w ich koszulkach. Bordowo-czerwone barwy działają na wyobraźnię. Jeśli rozejrzeć się po warszawskich podwórkach, wśród najmłodszych królują dwa zestawy – Realu, Barcelony, od czasu do czasu Chelsea, ostatnio też Manchesteru City.Gdy jedna z tych dotąd nieosiągalnych marek otwiera akademię w twoim mieście, to chyba naturalne, że całe rodziny „fanatyków” od razu przypuszczają na nią szturm. Za marzeniami. A przecież, jak wiadomo, ich realizacja to w 90 procentach systematyczna praca.

Ciężko uwierzyć, by sześciolatek (FCB Escola szkoli dzieci w wieku od 6 do 16 lat), miał mieć do końca życia traumę, że odpalili go z akademii. Po latach powie raczej z dumą: wiesz, gdy byłem mały grałem w Barcelonie. Bo selekcja obowiązuje w każdym poważniejszym klubie świata. Duńczycy odmawiając FCB otwarcia szkółki pod Kopenhagą, sami łamią swoje własne prawo – ochrony szczęścia dzieci. Mówienie o akademii piłkarskiej – która poza futbolem, uczy swoich podopiecznych funkcjonowania w grupie – jak o bezdusznej stereotypowej korporacji, jest co najmniej absurdalne. A mówiąc tak w kontekście Barcelony, która uczy dzieci wartości niemalże rodzinnych – mes que un club – jest absurdalne podwójnie.

Duńczycy używają też argumentów o utracie wielu zdolnych piłkarzy na rzecz Barcelony, o reakcji łańcuchowej – otwarcie akademii przez inne topowe kluby Europy – ogólnie kieruje nimi lęk przed splądrowaniem ich piłkarskiego potencjału. A przecież nie od dziś wiadomo, że FCB Escola to nie jest taka prawdziwa Barcelona. Ze wszystkich międzynarodowych szkółek do La Masii trafił jak na razie jeden nastolatek – bodajże z Japonii. W gruncie rzeczy chodzi o krzewienie klubowych wartości, o pieniądze (system stypendialny rzeczywiście pozostawia trochę do życzenia), ale też o rozwijanie futbolowych struktur w krajach spoza TOP5 (Hiszpania, Francja, Włochy, Niemcy, Francja). Idealizm? Niekoniecznie.

W ciągu trzech lat swojej działalności, FCB Escola zorganizowała już trzy serie turniejów dla najbardziej uzdolnionych dzieciaków z całej Polski. Każdego roku w szranki staje kilka roczników, ostatnio: 2004, 2005, 2006, 2007, 2008. W przedsięwzięciu bierze udział Lech Poznań, ale też Białe Orły z warszawskiej Białołęki. Łącznie blisko 200 młodych piłkarzy. Katalońska marka wyzwala dodatkową motywację. Trener z Hiszpanii, który mury La Masii zna jak własną kieszeń. Szkoła języka hiszpańskiego. Międzynarodowe turnieje dla wszystkich szkółek FCB – w jednym z nich warszawiacy z rocznika 2004 zajęli drugie miejsce, w półfinale ogrywając tę najwłaściwszą FCB Escola 3:2 po rzutach karnych. Słowem – same superlatywy. Tyle że trzeba płacić 250 złotych miesięcznie…

– Aż 43 piłkarzy, którzy szkolili się w akademii FC Barcelona, gra teraz w pięciu najsilniejszych ligach Europy. Z badań przeprowadzonych w Międzynarodowym Centrum Studiów Sportowych w szwajcarskim Neuchatel wynika, że klub ten szkoli najefektywniej – mówił w marcu Pau Lopez Mesquida, dyrektor sportowy warszawskiej akademii. A więc chyba warto. Fajnie mieć w kraju chociaż namiastkę tej właściwej akademii FCB. Dla dzieciaków sam kontakt z katalońskim systemem szkolenia, selekcji i treningu to już spełnienie marzeń. Jeśli wyjdzie z tego coś więcej – super. Przy czym „coś więcej” należy odbierać raczej jako dość poważny klub w Polsce. Duńczycy są widocznie na akademię FCB piłkarsko za silni… Szkoda tylko, że nie mieli w tym roku żadnego klubu w Lidze Mistrzów.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: