Dlaczego Mario jest inny?

Diego Maradona dzielił pokój z siedmiorgiem rodzeństwa, mały Rivaldo z niedożywienia stracił kilka zębów, Jurij Żyrkow sypiał na polówce, a rano zamiast do szkoły, szedł na pole pomagać rodzicom. Jest jeszcze „wychowany na ulicy” Carlos Tevez, który pamiątki po trudnym okresie dorastania nadal nosi ze sobą – jako niemowlak poparzył się wrzącą wodą, stąd blizna na szyi, jako nastolatek stoczył szereg ulicznych walk, stąd krzywe i połamane zęby. – To znaki, które określają mnie jako człowieka. Nie ma mowy o operacjach. Albo akceptujesz mnie takiego, jaki jestem, albo nie – puentuje.

Prawdziwe talenty rodzą się w prawdziwej biedzie. Święta prawda. W tym gronie można by wymienić jeszcze Ronaldo, Lukę Modricia, a nawet wielkiego Pelego. Ale trudne dzieciństwo to nie zawsze skrajne ubóstwo. Dysfunkcje, patologie, skażone, albo zerwane więzi rodzinne, a w wyniku przewlekłe poczucie odmienności – to stąd biorą się najbardziej skomplikowane osobowości. Choć często bieda z dysfunkcjami idą w parze, wspomniani wyżej piłkarze dorastali na ogół w kompletnych, prostych, ale kochających się rodzinach. Ojca Modricia nie było stać na ochraniacze, więc wystrugał je synowi z drewna dębowego. Nawet ten niepokorny Tevez, wychowany przez wujostwo: jego biologiczny ojciec zginął w strzelaninie, jest na tyle zżyty ze swoim  przyrodnim bratem, że do dziś występuje z nim w założonym jeszcze w dzieciństwie zespole muzycznym „Piola Vago”. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia.

 Futbol z piekła rodem

 Victor Moses. Dziś skrzydłowy Chelsea, na wypożyczeniu w Stoke. Jako 11-latek stracił oboje rodziców – zamordowani w zamieszkach religijnych na północy Nigerii. Nie miał cioci, ani wujka. Musiał zacząć zupełnie nowe życie, w zupełnie obcej Anglii. Na szczęście miał talent. Ian Wright. Drugi po Thierrym Henrym najlepszy strzelec Arsenalu. Porzucony przez ojca w wieku niespełna dwóch lat, pozostałe 16 do pełnoletności pod opieką ojczyma-tyrana. – Wyładowywał na mnie swoją złość. Nie mogłem zrozumieć, jak ktoś może traktować dziecko w ten sposób. Dziś na samą myśl o tym wariuję – mówił w wywiadzie dla ITV4. W końcu nasz polski Kuba Błaszczykowski. Chłopiec, który uciekał przed pijanym ojcem do babci, który widział jak pijany ojciec gasi na matce papierosy, który był w domu, kiedy trzeźwy ojciec zabił matkę nożem kuchennym. Piekło.

Piekło, które odcisnęło na ich psychice olbrzymie piętno – do niedawna co rusz przecież słyszeliśmy o trudnym charakterze Błaszczykowskiego. Jednak jest w świecie futbolu człowiek, którego „skomplikowana osobowość” przeszła już do legendy. I mało kto zastanawia się nad jej źródłami… Z czego znamy Mario Balotellego? Ano z tego, że pewnej nocy odpalił w łazience fajerwerki, stawiając na nogi strażaków z całego miasta – ręczniki były łatwopalne. Innym razem urządził sobie trening strzelecki – lotkami od drafta w młodszych kolegów z akademii Manchesteru City. Na sylwestra z kolei przyszedł ze swoją stałą partnerką Sophią Reade, by kilka godzin później wylądować w łóżku z jej najlepsza przyjaciółką. – To taki duży rozkapryszony dzieciak – mówił o nim Jose Mourinho. – Mario od dwóch dni z nami nie trenuje i jeszcze nie zdążył mnie zdenerwować – chwalił się Cesare Prandelli.

Why always you?

Bez wątpienia, facet za nic nie potrafi się odnaleźć w otaczającym go świecie. Dziś do problemów ze sobą doszły jeszcze te piłkarskie: 16 meczów w Premier League, jedna bramka, totalny niewypał transferowy. Czarę goryczy przelał szlagierowy mecz z Arsenalem, z którego wyeliminował go rzekomy uraz kolana. Brukowce były jednak czujne: „Mario szaleje na mieście (…) Wypił morze wódki” – głosiły nagłówki z dnia następnego… Co siedzi w głowie tego człowieka? Dlaczego piłkarz, który twierdzi, że jest tylko trochę gorszy od Leo Messiego, postępuje tak totalnie autodestrukcyjnie? – Dzieliłem z nim pokój przez okrągły rok, byliśmy najmłodszymi zawodnikami w kadrze Interu, więc spędzaliśmy w nim praktycznie cały wolny czas. Nigdy nie sprawiał żadnych problemów. To naprawdę super facet i dobry człowiek. Wiem, że ludzie uważają go za niezrównoważonego… Powiem tak: oni nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo trudne miał dzieciństwo – wyznał swego czasu Marko Arnautović.

Przed Euro 2012 media miały kolejny powód do drwin: – Jeśli ktoś rzuci we mnie bananem, to go zabiję – stwierdził niesforny Mario. Mocno, ale gdy wychowujesz się w białym środowisku, od dziecka wiesz, że wyglądasz inaczej i masz z tym ogromny problem, potęgowany przez ciągłe docinki rówieśników, nic dziwnego, że jesteś przeczulony. Młody Balotelli miał obsesję na punkcie swojego koloru skóry. Szorował ręce do krwi, aby tylko stały się „czyste”. Przyozdabiał swoje ciało w różowe pióra, żeby tylko nikt nie zauważył, że jest inny. Często też pytał nauczyciela o kolor swojego serca: „Czy ono jest czarne? Czy czerwone jak innych?”. „Inny” był też w relacjach z dziewczynami, co może poniekąd tłumaczyć sytuację ze wspomnianego sylwestra. – W pewnym wieku, jak wszyscy chłopcy, zacząłem zwracać na nie większą uwagę. Ale to wyglądało tak, jakbym był przezroczysty. Wiedziałem, że nie jestem Georgem Clooneyem, jednak nie potrafiłem wyjaśnić, dlaczego jestem przez nie tak ostentacyjnie ignorowany – mówił po latach.

Wieczny outsider

Ciężko sobie nawet wyobrazić, co musiał czuć Mario Balotelli, gdy podczas meczu z Rumunią przywitał go transparent: „Mówimy nie dla wieloetnicznej reprezentacji”, a kibice skandowali na przemian: „Nie ma czarnych Włochów” i „Skacz, a Balotelli umrze”… Inny, inny, inny. Ten gorszy, zły, outsider. Już od samego początku. Jako niemowlak miał problemy z jelitami. Rodzice – biedni imigranci z Ghany – utrzymywali jeszcze troje rodzeństwa i, za namową opieki społecznej, zdecydowali się oddać najmłodsze, najsłabsze oraz najbardziej kosztowne (dwuznaczność nieprzypadkowa) dziecko rodzinie zastępczej. Odrzucenie. Mario trafił w ręce państwa Balotellich, zamieszkujących zamożne miasteczko Concesio, trochę na północ od Brescii. Odtąd miał wszystko, czego zapragnął, był traktowany na równi z przyrodnim rodzeństwem, ale trudne pytania o własną tożsamość nasuwały się jakby same z siebie. Był uwięziony między dwoma zupełnie różnymi rzeczywistościami i tak naprawdę chyba nigdy nie pojął, do której należy.

W obawie przed trudnymi pytaniami, Balotelli zaczął uciekać w futbol. Miał na jego punkcie obsesję nie mniejszą niż na punkcie swojego koloru skóry. Miał też talent. – Jego umiejętności w połączeniu z rasą wywoływały pewną zazdrość i niechęć. Mario czuł, że nie został przyjęty przez grupę tylko dlatego, że jest czarny – zdradził jego pierwszy trener, Giovanni Valenti. Kolejne odrzucenie, kolejny raz w roli outsidera. Kilkanaście lat później, już jako gwiazda Manchesteru City, Mario podwozi do szkoły pewnego chłopca. Wyśmiewanego w klasie fana „The Citizens”, który zamiast na lekcje, gdzie zawsze mu się obrywało, jeździł pod ośrodek treningowy ukochanego klubu. Balotelli zażądał wtedy od wychowawcy, by dopilnował, żeby chłopcu już nikt nigdy nie podskoczył. W innym razie: „Przyjadę tu znowu”… To wszystko nadal w nim siedzi.

Co zrobi Mario? Utwierdzi się jeszcze bardziej w poczuciu swojej odmienności, po raz kolejny zapragnie zwrócić na siebie uwagę, czy może w końcu zbierze się w sobie i wyleczy ten destrukcyjny kompleks niższości? Dziś ma 25 lat, słabszy okres w karierze i, jak napisał ktoś mądry, jeśli nic się nie zmieni – może już sobie powoli rezerwować wakacje w Quatar Stars League. Liverpool nie płaci mu przecież 110 tysięcy funtów tygodniowo za obecność na czołówkach tabloidów.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: