Kasperczak celuje w mistrzostwo Afryki: Mali może wygrać z każdym!

To jego szósty start w Pucharze Narodów Afryki. Do pełni szczęścia brakuje mu już tylko zwycięstwa. Srebro wywalczył w 1996 roku z Tunezją. – Choć nieszczęśliwie wylosowaliśmy WKS i Kamerun, czyli uczestników dwóch ostatnich mundiali, ja się nie boję. Mam zespół, który może wygrać z każdym. Jedziemy po mistrza – mówi Polsatsport.pl Henryk Kasperczak, selekcjoner reprezentacji Mali.

Rafał Hurkowski: O awansie przesądził ostatni mecz – z Algierią, piętnastą drużyną świata. Emocje nadal trzymają?

Henryk Kasperczak: Sytuacja była bardziej niż krytyczna, bo prawie cała defensywa w szpitalu. Wypadł Mahamadou Samassa, świetny bramkarz Guingamp, którego zastąpił Soumaila Diakite z ligi malijskiej. To samo w obronie. Duet stoperów tworzyli Mohamed Konate z Maroka i Salif Coulibaly z Demokratycznej Republiki Konga. Zważając, że prawie cała kadra Algierii to piłkarze wyszkoleni w silnych klubach Europy, dodając, że dzieliły nas wtedy 43 miejsca w rankingu FIFA, a „Lisy Pustyni” podbiły Mundial w Brazylii, na papierze byliśmy martwi. Na szczęście trybuny poniosły nas do zwycięstwa. Nie wyobraża pan sobie tej euforii. Ale to ogólnie były niezłe eliminacje. Oprócz 0:2 z Malawi, graliśmy fajną piłkę w każdym spotkaniu…

No, jeszcze 2:3 ze 132. w rankingu FIFA Etiopią.

To akurat nasz najlepszy mecz w roku! Ogromna frustracja. Zwycięska bramka padła w 91. minucie ze spalonego. Wcześniej dwa prawidłowe gole dla Mali – nieuznane. Jedno z dziwniejszych spotkań, w jakich prowadziłem drużynę. W dodatku na oczach 40 tysięcy naszych kibiców. Ale proszę uwierzyć – różnicę między 59. a 132. drużyną świata widać było jak na dłoni.

Afryka, chciałoby się rzec.

Europą tego nazwać nie można. Co rusz jakieś niespodzianki – sędziowanie, wyżywienie, infrastruktura. W Malawi graliśmy na sztucznym boisku, ale chyba z epoki kamienia łupanego – nie można było prosto kopnąć piłki. Jednak największą przeszkodą na Czarnym Lądzie jest zwykle niesamowicie umotywowany przeciwnik z ubogiego, pozornie nic nie znaczącego kraju. W Afryce czas się zatrzymał. Powiedzenie: „Każdy może wygrać z każdym” nabiera tu trochę innego znaczenia. Przykładem Nigeria, obrońca tytułu, której tym razem w PNA zabraknie. Ale to właśnie cały urok. Dlatego jestem tu już piętnasty rok.

W Mali jednak przypadek nie wchodzi w grę. Ma pan po prostu wygrać PNA. Presja się udziela?

Dwa ostatnie turnieje zespół kończył na trzecim miejscu – stąd presja i oczekiwania. Zresztą mam nawet taką klauzulę: przedłużymy umowę na eliminacje mistrzostw świata 2018, jeśli zagramy w finale. I choć nieszczęśliwie wylosowaliśmy WKS i Kamerun, czyli uczestników dwóch ostatnich mundiali, ja się nie boję. Mam zespół, który może wygrać z każdym. Przynajmniej w Afryce. Jedziemy po mistrza.

Mózgiem tego zespołu nadal jest Seydou Keita, czy to już bardziej taka skarbnica doświadczenia? W przeddzień turnieju skończy 35 lat.

Przede wszystkim nadal gwiazda. To najbardziej utytułowany piłkarz kontynentu. Gdzie się nie pojawi, zbiega się tłum dzieciaków. Inni zawodnicy mogą czuć się troszkę lekceważeni. Nazywa się Keita i nadal gra jak Keita – to on otworzył wynik z Algierią, to on dowodzi drużyną. Wielki kapitan i wielki człowiek. Skromny człowiek. Nie taki napuszony gwiazdorek. Młody chłopak wchodzi do drużyny, to kto go wprowadza? Keita. Inny ma problem – kto go pociesza? Keita. I oni później chcą być tacy, jak on. To ojciec malijskiego futbolu – dosłownie i w przenośni.

Na drugim biegunie z kolei Cheick Diabate. Wypisz, wymaluj malijski Lewandowski – w kadrze nie strzela od pół roku, wraca ze zgrupowania i od razu bramka w Bordeaux. Szlag by człowieka trafił, co?

Z „Lewego” ostatnio dużo pożytku w pomocy, ale my mamy Keitę. Na pewno jest problem. Jedynego gola w tym roku strzelił 7 września z Malawi, a w obecnym sezonie Ligue 1 ma już osiem trafień. Dzieli trzecie miejsce z Ibrahimoviciem. Na kadrze ciągle boli go kolano, przez co oba mecze z Algierią przeszły mu koło nosa. Ale w Bordeaux jakoś nie narzeka. Zresztą spójrzmy: 10 września z Algierią kontuzjowany, 14 września bramka z Guingamp; 8 listopada bramka z Lens, 15 listopada po 60 słabych minutach z Malawi muszę go zdjąć; 19 listopada znów kontuzjowany z Algierią, 30 listopada bramka z Lille, a później dwie z Lorient… Ja wiem, że on tam jest kapitanem, dostaje pieniążki, gra na „blokadach”, ale postawa bardzo niefajna. Owszem, napastnik niebezpieczny, chciałbym, żeby to przeniósł na reprezentację, jednak konkurencja jest duża i na siłę grać nie będzie.

No, potencjał w ataku to ma pan spory. Diabate, Diaby (11 bramek w Belgii), Sako (7 bramek w Championship). A w kadrze i tak najlepszy Yatabare, który w Trabzonsporze nie strzela.

Ex aequo z Sako, po dwie bramki w eliminacjach. Widzi pan, sytuacja niby bardzo komfortowa, a zarazem piekielnie trudna. Dobrze, że jest konkurencja, to napędza, ale jak tu wybrać wyjściową jedenastkę?! Często łamię sobie głowę nad ustawieniem, a trzeba jeszcze trafić z formą zawodnika. Wszyscy są tak zbliżeni umiejętnościami, ale przecież nie zagramy systemem 2-4-4! I właśnie dlatego, że mamy ich tak wielu, podział bramek jest w miarę równy i niezbyt okazały. Inaczej w Burkina Faso, gdzie wszystkie bramki strzela Pitroipa.

A pan jeszcze szuka napastników w Barcelonie!

Ale jakich! Adama Traore ma 18 lat i już osiem asyst w tym sezonie Segunda Division (FC Barcelona B – red.) oraz bramkę w Pucharze Króla, gdzie Barca rozgromiła trzecioligowe SD Huesca 8:1. Ale ostatnio go odwiedziłem i niestety – kwestia gry dla Mali została chwilowo zawieszona. Teraz chce się poświęcić klubowi, żeby na stałe zagrzać miejsce w pierwszym składzie. Właśnie podpisał zawodowy kontrakt. Do Gwinei nie pojedzie więc z nami na pewno, a co wybierze? On chyba wciąż liczy na tę Hiszpanię. Zresztą grał już w jej młodzieżowych reprezentacjach.

Może i lepiej, bo te pana kłopoty bogactwa… To co, teraz na zgrupowanie do ZEA?

Jednak nie. Decyzja ostatnich dni. WKS w końcu stwierdziło, że jak gramy w grupie, to w sumie po co nam sparing w ZEA – koszty za wysokie i lepiej nie odsłaniać się przed rywalem. Rozumiemy i sami szukamy alternatywy. Prawdopodobnie pojedziemy do Gabonu, bo bliżej i taniej, ale sparingpartnerów ustalonych jeszcze nie mamy. W każdym razie – po świętach ruszamy z kopyta.

Kiedy mecz z Polską?

A nie wiem. Teraz najważniejszy PNA, w marcu z kolei mamy już zaklepane Chile, potem jeszcze kogoś z Afryki. Dużo propozycji wpływa, wszystkie rozważamy. PZPN jeszcze się nie odezwał.

***

Gospodarzem PNA 2015 będzie Gwinea Równikowa. Start: 17 stycznia. Dwa mecze grupowe dziennie – zawsze o 17 i 20 (ta sama strefa czasowa). Finał: 8 lutego. Oby z udziałem Henryka Kasperczaka.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: