Ekstraklasa to nie zawsze wyrok

Może nie są tak spełnieni, jak Paulinho z Tottenhamu (dawniej ŁKS), Marcelo z Hannoveru (d. Wisła Kraków), jego imiennik Sarvas, który nagrodę za mistrzostwo USA odbierał z rąk Baracka Obamy (d. Polonia Warszawa), czy Junior Diaz, gwiazda mundialu w Brazylii (d. Wisła). Jednak każdy z nich jest dowodem na to, że po Ekstraklasie może czekać coś znacznie więcej niż tylko liga cypryjska.

Jedni na podbój Europy (choć nie tylko) ruszyli z lepszym, inni z gorszym skutkiem. Wszyscy jednak gdzieś tam się zaczepili i przynajmniej od czasu do czasu dają o sobie znać. Czterech obcokrajowców, o których możemy bez wstydu powiedzieć: „Oni grali w Polsce”… No, może nie w każdym przypadku.

Elton Brandao (Corinthians/Flamengo, Brazylia)

Znany u nas szerzej jako Elton B. Spędził w Legii intensywne pięć miesięcy, okraszone 11 występami, trzema golami i… W jego przypadku kluczowe są inne liczby: 1,5 promila – tyle miał we krwi, gdy po raz pierwszy złapano go za kółkiem, 0,8 promila – a tyle, gdy już bez prawa jazdy uciekał przed policją. Wszystko to oczywiście w klubowym Seacie… Na tytuł najgorszego transferu w historii Legii złożyły się jeszcze: oplucie Marcina Nowaka z Widzewa Łódź – za co został zawieszony do końca rundy jesiennej – oraz wielokrotne wizyty w nocnych klubach, gdzie pijany w sztok, otoczony wianuszkiem dziewczyn, regularnie tłumaczył się legijnym zwiadowcom. – A melanż trwa! A Elton chla! – intonowała rozbawiona „Żyleta”.

I choć miał technikę, szybkość, był naprawdę niezłym piłkarzem, Legia – mówiąc brzydko – wyrzuciła go na zbity pysk. To był rok 2007, niesforny Brandao po warszawskim melanżu trzeźwiał jeszcze dwa lata, by nagle, zupełnie nieoczekiwanie, podpisać kontrakt z wielkim Vasco da Gama! Drugi ulubiony klub mieszkańców Rio (17 mln fanów), grał wtedy w Serie B, a Elton – właściwie w pojedynkę – wprowadził go na salony: z 17 bramkami został królem strzelców (pięć bramek w pierwszym meczu!). Po awansie do elity, dołożył jeszcze 11 trafień, a ogółem w Vasco zgromadził ich 52 w 109 występach. Klub Juninho, Romario i Bebeto zyskał nowego idola, z którym – po nieudanym wypożyczeniu do Bragi – szybko musiał się pożegnać.

Włodarzy Corinthians – dawnej drużyny Ronaldo i Roberto Carlosa – nie przestraszył chwilowy brak formy: były legionista już w styczniu 2012 roku przebierał się w szatni z Adriano! Mistrz kraju od dłuższego czasu szukał napastnika – nie udało się pozyskać Teveza, więc wzięli Brandao (!!), który na liście życzeń był ponoć wyżej niż Ronaldinho (!!!)… Niestety, los w końcu wykrył usterkę – skończyło się na siedmiu występach i serii wypożyczeń. Dziś Elton ma 29 lat, łapie ogony we Flamengo i choć jest to najpopularniejszy klub Ameryki Południowej (ok. 40 mln fanów), piłkarz czasy świetności ma już raczej za sobą. Ale to w końcu Elton – nikt nie wie kiedy zaskoczy.

Aleksandyr Tonew (Aston Villa/Celtic Glasgow, Bułgaria – 12 występów)

Kupiony z Bułgarii za 350 tysięcy euro, sprzedany do Aston Villi za 3,2 miliona. W Polsce zarabiał 150 tysięcy rocznie, w Anglii – 1,2 miliona. Kosmos tym większy, że przez dwa sezony w Lechu strzelił tylko siedem goli, zaledwie pięć razy asystując… Niewiele jak na następcę legendarnego Stiliana Petrowa, którym – w mniemaniu Anglików – miał stać się z dnia na dzień.

Z początku rywalizował z Andreasem Weimannem (bo o lewym skrzydle z Gabrielem Agbonlahorem nie było nawet mowy), a gdy tak entuzjastycznie nastawiony do niego Paul Lambert zobaczył wreszcie z kim ma do czynienia, szybciutko ściągnął z Wigan Marka Albrightona. Główny zarzut względem Bułgara: cały wór zupełnie nieprzemyślanych strzałów, z praktycznie każdego miejsca na boisku. Skończyło się na 17 meczach (tylko siedmiu w pierwszym składzie), bez bramki, ani asysty.

Lambert podkreślał, że mimo miernych występów, widzi w nim potencjał. Że jest niesamowicie szybki i świetnie gra obiema nogami. W końcu go jednak wypożyczył – znów śladem Petrowa, tylko że w drugą stronę – z opcją pierwokupu do Celtiku Glasgow.

Jak dotąd Tonew zagrał w sześciu meczach, a w Lidze Europy zaliczył nawet asystę. Głośno zrobiło się o nim jednak z innego powodu… Jego debiut przypadł na mecz z Aberdeen. W pewnym momencie starł się trochę ostrzej z Shayem Loganem i w przypływie wściekłości miał do niego krzyknąć: „ty czarny ch…u!”. Logan szybko poskarżył się sędziemu, wybuchła afera, a Bułgar oczywiście się wszystkiego wyparł. Rozprawa – 30 października.

Siergiej Kriwiec (FC Metz, Białoruś – 26 występów)

Od Ligi Mistrzów z BATE, wolał Ekstraklasę z Lechem. I choć przyszedł dopiero w grudniu 2009 roku, właściwie przesądził o mistrzostwie Polski – w 90. minucie przedostatniej kolejki sezonu strzelił na 2:1 z Ruchem, gdy dokładnie w tej samej chwili Mariusz Jop wpakował samobója z Cracovią (1:1). Rozpoczął więc znakomicie, później co rusz zaskakiwał nieszablonowymi zagraniami, by w końcu popaść w przeciętność i jako piąte koło u wozu odejść do Chin (lipiec 2012). Główny zarzut: braki szybkościowe. Przez 2,5 sezonu w Polsce rozegrał 59 meczów, zdobył osiem bramek i zaliczył tyle samo asyst.

W lipcu 2013 roku wrócił na Białoruś, a ponowny debiut w BATE, to chyba najgorszy dzień jego życia – przestrzelił karnego w 68. minucie rewanżu z Szachtiorem Karaganda, pozbawiając zespół szansy na Ligę Mistrzów (III rundy). Wkrótce jednak karta się odwróciła. Przez rok w rodzimej lidze strzelił 18 goli, 19 razy asystował i zdobył swoje piąte mistrzostwo. Na początku sezonu 2014/15 odkuł się już zupełnie. Znów kwalifikacje do Ligi Mistrzów, tym razem 90. minuta rewanżu z Debreczynem – Kriwiec, główka, gol. Wyjazdowe bramki Węgrów nie mają znaczenia – BATE w rundzie play-off. Później jeszcze trafienie ze Slovanem Bratysława, awans do fazy grupowej i zawodnik momentów – to chyba najlepsze określenie – ląduje w FC Metz.

Lech kupił go za 430 tysięcy euro, sprzedał za 500 tysięcy, a Francuzi wydali na niego aż 2 miliony. Białorusin swój dług zaczął spłacać już w trzecim meczu – piękny gol z woleja w samo okienko, asysta przy trafieniu Juana Falcona i Metz ogrywa Bastię 3:1. Miejsce w jedenastce kolejki w pełni zasłużone. Osiem spotkań wystarczyło – nad Sekwaną mówią o nim w samych superlatywach. „Na boisku czuje się jak ryba w wodzie. Jest playmakerem. Wnosi do gry ułańską fantazję (…) Gra szybko, ma silne uderzenie, to kluczowy zawodnik tego zespołu (…) Świetnie dogaduje się z Florentem Maloudą, w końcu też na swój sposób jest gwiazdą: nie każdy w Metz może pochwalić się 55 meczami w europejskich pucharach – czytamy w tamtejszej prasie.

To jedyny piłkarz z naszej czwórki, który jest obecnie u szczytu formy. Pomyśleć, że jeszcze rok temu prosił się o powrót do Lecha…

Artjoms Rudnevs (Hamburger SV, Łotwa – 29 występów)

Kupiony za 600 tysięcy euro, sprzedany za 3,5 miliona. Absolutna gwiazda Ekstraklasy: 33 gole w 56 meczach, tytuł króla strzelców sezonu 2011/12 (22 bramki), hat-trick w meczu Ligi Europy z Juventusem. Ochrzczony mianem następcy Roberta Lewandowskiego i właśnie z taką łatką wyruszył jego śladem.

Choć z początku tragedii nie było – sezon 2012/13: 12 goli i cztery asysty w 34 meczach (min. dwie bramki z Borussią Dortmund), passa siedmiu trafień w ośmiu spotkaniach, tytuł najlepszego strzelca HSV oraz prawdziwa „Rudnevsomania” na trybunach (kibice nagrywali o nim piosenki i co rusz tworzyli nowe kompilacje z jego zagraniami) – potem zaczął się się zjazd.

W pierwszej połowie sezonu 2013/14 zagrał niecałe 175 minut. Wbrew woli kibiców, Thorsten Fink usilnie sadzał go na ławce, kosztem niedoświadczonego Hakana Calhanoglu. Mówił, że za długo przetrzymuje piłkę, że musi więcej myśleć o partnerach. A potem przyszedł Bert van Marwijk – on z kolei nie mówił nic, po prostu go wypożyczył. W Hannoverze Rudnevs na chwilę odżył – cztery gole, cztery asysty – by wrócić do HSV i do dzisiaj grać już tylko ogony… Transfer w zimie jak najbardziej wskazany. Czyżby znów Lech Poznań?

Inni godni uwagi:

Maor Melikson (Hapoel Beer Szewa, dawniej Wisła) – we francuskim Valenciennes zaliczył ponad 50 występów, ale do czołowej czwórki braliśmy pod uwagę tylko stan obecny;

Carlos Costly (Gaziantepspor, d. GKS Bełchatów) – przemawiają za nim głównie trzy występy i gol na mundialu. Mógłby jednak grać w troszkę silniejszym klubie;

Mikel Arruabarrena (Eibar, d. Legia Warszawa) – w końcu zadebiutował w La Liga i nawet zdobył w niej bramkę, ale to wciąż za mało, by zmyć traumę z czasów Legii Warszawa;

Alejandro Cabral (Velez Sarsfield, d. Legia) – w pewnej chwili powstał dylemat: Elton czy Cabral? Brazylijczyk wygrał głównie dzięki barwnemu życiorysowi i olbrzymiemu postępowi, jednak paradoksalnie to Argentyńczyk jest bardziej utytułowany: dwukrotny mistrz z Velez i dwukrotny reprezentant kraju (choć, umówmy się – zagrał, bo był akurat w Warszawie…);

Rodrigo Moledo (Metalist Charków, d. Odra Wodzisław) – kiedyś otarł się nawet o kadrę Brazylii, jednak wiemy doskonale, gdzie jest dziś Metalist Charków;

Dudu Biton i Marko Suler (NK Maribor, d. Wisła i Legia) – są tu tylko dlatego, bo ich klub awansował do Ligi Mistzów. No, Suler zagrał w niej dwa mecze.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: