Niechciany w Polsce, rozchwytywany w Afryce. Kasperczak wraca do Mali

Zawsze marzyłem o reprezentacji Polski. Już raczej nigdy nie przekonamy się, co mógłbym jej dać. Jest mi smutno, ale nie mam do nikogo pretensji. Teraz myślę tylko o jednym: mistrzostwie Afryki dla Mali – mówi Polsatsport.pl Henryk Kasperczak.

Kasperczak w Pucharze Narodów Afryki był już raz drugi (z Tunezją) i trzeci (z Wybrzeżem Kości Słoniowej). Do tego jako pierwszy w historii wprowadził Tunezję na mundial, a francuskie Montpellier – do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Dlaczego tak utytułowany fachowiec, który święcił sukcesy także na polskim podwórku (Wisła Kraków), nie może od lat spełnić swojego największego marzenia i objąć reprezentacji Polski? Tym razem zatrudniła go ponownie federacja Mali, której reprezentacja – przynajmniej teoretycznie – jest obecnie od Polski silniejsza.

Rafał Hurkowski: W Polsce (76. miejsce w rankingu FIFA) pana nie chcieli, więc wzięła pana 45. reprezentacja świata. Paradoks, prawda?

Henryk Kasperczak: Tak wyszło, co zrobić? Zgłaszałem swoją kandydaturę otwarcie, ktoś jednak zdecydował inaczej.

Ktoś, czyli Janusz Basałaj, który w 2004 roku zwolnił pana z Wisły, a dzisiaj jest prawą ręką Zbigniewa Bońka?

Nie sądzę. W Wiśle Janusz musiał egzekwować polecenia właściciela, a ja nie mogłem sobie pozwolić na takie traktowanie. Stąd te niesnaski. Już jednak o wszystkim zapomniałem i mam nadzieję, że Janusz też. Jeśli chodzi o sam wybór, Boniek zdecydował się na swojego przyjaciela Adama Nawałkę. Miejmy nadzieję, że było to trafna decyzja.

Ale nie czuje się pan sfrustrowany? Prowadził pan aż pięć reprezentacji i każda z nich jest obecnie w rankingu FIFA wyżej niż Polska.

Oczywiście, zawsze marzyłem o tej posadzie. Już raczej nigdy nie przekonamy się, co mógłbym zdziałać. Jest mi po prostu smutno, ale nie mam do nikogo pretensji.

Serwis piłkarski „Weszło” stwierdził, że nie został pan selekcjonerem ze względu na wiek i na to, że dawno nic pan nie osiągnął.

Najwidoczniej dziennikarz, który to pisał nie zna moich osiągnieć. A jeśli ich nie zna, to tym bardziej nie zna mnie, więc dlaczego twierdzi, że wiek przeszkadza mi w pracy? Giovanni Trapattoni wciąż świetnie sobie radzi, a jest ode mnie starszy. Także bzdury kolega z „Weszło” wypisuje.

W Mali nie mają z tym problemu. A właśnie, przeprowadzi się pan, czy będzie pan kierował kadrą z Saint Etienne, jak to było w przypadku Senegalu?

Będę zawsze do dyspozycji federacji. Muszę sporządzać raporty i oglądać miejscowych zawodników. Ale nie zapomnijmy – najlepsi piłkarze grają przecież w Europie. Jest ich tu przynajmniej 60. Dlatego bardziej opłaca mi się jeździć po Starym Kontynencie – gdyby najlepsi grali w Afryce, mieszkałbym w Mali. Nie inaczej było w przypadku Leo Beenhakkera. Tak naprawdę nie miało znaczenia, czy mieszkałby w Warszawie czy w Holandii – odległości w porównaniu z tymi afrykańskimi są tutaj minimalne.


Trener w Mali może czuć się bezpiecznie

W przyszłym tygodniu jedzie pan do RPA na Mistrzostwa Narodów Afryki. Mało znany turniej w Europie – rozgrywany regularnie, co roku?

Grają tam tylko przedstawiciele rodzimych lig – taka analogia do styczniowego zgrupowania Adama Nawałki. W tym roku turniej startuje. Mali trafiło do bardzo trudnej grupy: z RPA, Nigerią i Mozambikiem. Dalej przechodzą jedynie dwie drużyny. W zasadzie to nie ja prowadzę ten zespół, a trener miejscowy – to też taki odgórny przepis. Ja sobie tylko poobserwuję te nasze młode perełki.

A jaki jest pana poziom rozeznania wśród tych malijskich perełek? Tamtejsze media zaznaczają, że nie miał pan do czynienia z afrykańskim futbolem od 2008 roku. W piłce to szmat czasu.

Ja, proszę pana, na bieżąco jestem ze wszystkimi poważnymi ligami. Znam każdego Malijczyka występujacego w Europie. Do tego w kadrze jest trzech piłkarzy, których sam do niej wprowadziłem: Seydou Keita (obecnie gra w Chinach, wcześniej Barcelona), Cedric Kante (Sochaux) i Adama Coulibaly (Auxerre). Z młodszych na szczególną uwagę zasługują: Cheick Diabate (Bordeaux) i Modibo Maiga (West Ham United). Obaj to napastnicy, ten drugi w grudniu zdobył dwie bramki – w Premier League i Pucharze Ligi Angielskiej. Także o moją wiedzę raczej bym się nie martwił.

To proszę opowiedzieć trochę o malijskiej lidze – kto jest Legią, kto Lechem?

W zeszły weekend obejrzałem cztery mecze, w tym dwóch drużyn, które są w Mali, jak Celtic i Rangersi: Stade Malien i Djolba AC. Nie było w Mali innego mistrza kraju od roku 1991. Oba kluby co sezon grają w afrykańskich pucharach i to właśnie one dadzą najwięcej zawodników na wspomniane Mistrzostwa Narodów Afryki. Wypisałem sobie kilka nazwisk i niewykluczone, że powołam tych piłkarzy na pierwsze zgrupowanie. Moja kadra będzie połączeniem dwóch piłkarskich światów – europejskiego i afrykańskiego.


Henryk Kasperczak i wiceprezes Malijskiej Federacji Piłkarskiej, Boukary Sidibe Kolon

Jeśli jesteśmy przy nazwiskach, wybrał pan już sobie asystenta? Może jakiś Polak?

Tutaj akurat bardzo dużo zależy od federacji – ona daje propozycje, ja spośród nich wybieram. Nazwisk jest naprawdę wiele, ale siłą rzeczy – żadnego polskiego.

Malijska prasa donosi o Fredericu Kanoute, byłym napastniku Sevilli.

On byłby raczej takim ambasadorem/dyrektorem sportowym. Odpowiednikiem Olivera Bierhoffa z reprezentacji Niemiec. Dobrze się składa, bo dopiero co skończył karierę i może wnieść sporo świeżego, stricte boiskowego doświadczenia. Malijska federacja chciałaby, żeby nadzorował kontakt z zawodnikami.

Ta sama federacja nie ukrywa, że celem pana pracy jest finał Pucharu Narodów Afryki 2015. Jeśli się uda – czekają pana eliminacje do mundialu w Rosji. Awans byłby rzeczą niesamowitą – reprezentacja Mali jeszcze nigdy na mistrzostwach świata nie grała. Uważa pan, że to wszystko realne?

Nie zapominajmy, że Mali dwie ostatnie edycje PNA kończyło na trzecim miejscu. Naturalne więc, że cel jest wygórowany. Zresztą i ja osobiście chciałbym w końcu wygrać ten puchar. Tylko tego brakuje mi do pełnego spełnienia, jeśli idzie o afrykański futbol. O tak dalekiej przyszłości jak Rosja 2018, jeszcze nie myślałem.


Kasperczak podpisuje kontrakt w towarzystwie prezesa federacji, generała Boubacary Baba Diarry

A naprawdę ma pan zarabiać 22 tysiące euro miesięcznie?

Jestem zadowolony z warunków kontraktu, a dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają.

Słowem: piękna emerytura.

Na emeryturze jestem już od 65. roku życia. (śmiech) A tak zupełnie poważnie: my, trenerzy, jeśli tylko mamy zapał i siłę do pracy, nie bierzemy pod uwagę żadnych barier czasowych. Zresztą, w futbolu nie ma emerytur…

No właśnie. Jako prezes Stowarzyszenia Trenerów Piłki Nożnej zamierza pan coś z tym zrobić?

Postaramy się doprowadzić do uznania zawodów piłkarza i trenera. Liczymy na duże wsparcie PZPN oraz polskich władz. Trzeba przecież wreszcie to uznać. Chcemy w końcu podpisywać normalne umowy o pracę!

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Reklamy

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: