Na co komu dziś wczorajsze koszulki?

To bardzo szlachetne, że kadrowicze wspierają Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Grają z jej logiem, oddają na licytację koszulki. Gdyby jednak nie szczytny cel, sądzę, że liczba ich potencjalnych nabywców spadłaby niechybnie do zera. Bo szczerze – na co komu dziś spocone koszulki kandydatów na reprezentantów Polski? Kandydatów, którzy egzamin oblali z kretesem.

Daleki byłem od krytykowania powołań Adama Nawałki. Jakoś przeżyłem Rafałów: Leszczyńskiego i Kosznika, czy nawet Adama Marciniaka. Zawsze to ciekawiej, a może selekcjoner ma dodatkowo jakiś ukryty cel? Jednak środek pola z Michałem Pazdanem przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Dotąd sądziłem, że facet na zgrupowanie przyjechał wyłącznie w celach towarzyskich. A tu proszę: pięć minut ze Słowacją (co już było wynikiem ponad stan) i pierwszy plac z Irlandią. Paranoja.

Łysy z reprezentacji

– Widział ktoś kiedyś dobrego łysego piłkarza? – pytał legendarny Gigi Becali. Prezes Steauy Bukareszt (przebywający obecnie za kratkami) pominął co prawda kilka tak niewiele znaczących postaci, jak Zinedine Zidane czy choćby Wayne Rooney, ale na potrzebę chwili przychylam się do jego tezy. Pazdan to bowiem piłkarz, któremu notorycznie udowadniano, że nigdy nie wyjdzie poza przeciętność. Wielu już ciągnęło go za uszy, jeden nawet powołał go do reprezentacji, ale efekt niezmiennie był ten sam: za wysokie progi, kolego. Wczoraj również nie mogło być inaczej.

Pazdan wszystkie moje oczekiwania spełnił już w pierwszej połowie. Po cichu liczyłem jednak na inteligencję Adama Nawałki. Musiał mieć przecież jakiś cel w tym powołaniu. Zna go, może wie też jak go zmotywować, nakręcić, niczym zegarmistrz? Automatycznie nasuwało się jednak pytanie: gdzie kończą się umiejętności, a zaczyna ambicja? I czy ona sama wystarczy? W drugiej połowie wskazówki nagle straciły kontrolę. To był już inny Pazdan, ale czy lepszy? Nie wiem. Wielu po meczu okrzyknęło go „polskim Gennaro Gattuso”. Jednak uspokajam: to nadal ten sam Michał Pazdan z Jagiellonii Białystok. Stary, dobry, łysy (!) Pazdan, którego nie chciałbym już nigdy widzieć w reprezentacji.

W poszukiwaniu Szukały

Mieszane uczucia miałem natomiast co do Krzysztofa Mączyńskiego. Ani on młody, ani specjalnie utalentowany, do tego raczej anonimowy. Na pozór drugi Pazdan. Ale z jakichś niezrozumiałych powodów liczyłem, że nie zawiedzie. Myślałem: może to właśnie on? Dziecko Nawałki, które wkrótce zacznie przewodzić kadrze. Historia nie zna wielu przypadków, kiedy przeciętniak ewoluuje w wirtuoza, ale wystarczy przywołać Johna Terry’ego sprzed ery Mourinho i Johna Terry’ego już pod jego wpływem.

W przypadku Mączyńskiego zawiodłem się jednak ogromnie. Nieustannie szukał podaniami Łukasza Szukały, ale ten pierwsze dośrodkowanie przyjął dopiero po jego zejściu. W ogóle był bardzo chaotyczny, niemal elektryczny. Dobrze zagrał tylko raz – w połowie pierwszej połowy, kiedy przewrotką rodem z FIFA 14 wybił piłkę z własnego pola karnego. Ale to bardziej taka popisówka. Kulminacja niechęci do Mączyńskiego przyszła natomiast podczas jego ostatniej akcji. Zawodnik Górnika błysnął wtedy brawurowym brakiem komunikacji i z typowym dla siebie porażeniem ruchowym zderzył się głową z Adamem Marciniakiem. Przedszkole. Po chwili zniesiono go nieprzytomnego z boiska.

Wybitny Reprezentant, ale czy wybitny reprezentant?

A reszta? Robert Lewandowski został Wybitnym Reprezentantem, ale do wybitnego reprezentanta ciągle mu daleko. Z początku wydawało się, że chce podwójnie. Może zadziałało to 60. spotkanie, a może po prostu zbiornik z pomyjami przekroczył swą zawartość? Tę zmianę w nastawieniu widać już od jakiegoś czasu – najpierw w rozmowie z Pawłem Wilkowiczem nie zamierzał się nawet tłumaczyć i od razu przyznał, że to wszystko żenada, później chodził jakby mniej naburmuszony i w końcu przeciwko Irlandii walczył jak za dwóch. Niestety, nawet jak chce, to nie może.

Mecz zaczął się dopiero po jego zejściu. Graliśmy mniej schematycznie, piłki nie wędrowały tylko do jednego zawodnika, a harmider jak był, tak pozostał (w tak eksperymentalnym składzie nie mogło go zabraknąć), ale jakby trochę bardziej okiełznany. Wcześniej Szukała, korzystając ze stanu murawy, zaatakował irlandzkiego bramkarza piaskiem po oczach, upatrując w tym chyba jedynej szansy na zwycięstwo, Tomasz Jodłowiec przejął po Kubie Błaszczykowskim opaskę kapitana (co zostawię bez komentarza), a w pewnym momencie graliśmy aż ośmioma obrońcami (Celeban, Kowalczyk, Szukała, Marciniak, Olkowski, Pazdan, Jodłowiec, Brzyski). – Widać było odrobinę chęci – trafnie spuentował mecz Marcin Żewłakow.

Efekty dopiero w maju

I ta odrobina zupełnie nie wystarczyła. W całym spotkaniu treści piłkarskiej było jak kot napłakał. Martin O’Neill też niedawno przejął Irlandię, jest mniej więcej w tym samym miejscu, co teraz Nawałka, ale jego zespół jakoś wygląda. Tempo, celność podań, stwarzanie sytuacji – to tylko kilka z elementów, w jakich nad nami góruje. Dużo zamieszania robił Shane Long, niedoszły hurler (to taki ichniejszy sport z kijkami i piłeczką), któremu rodacy wyrzucają, że nie zdołał pognębić 69. drużyny świata… Takie czasy.

Jeśli Adam Nawałka tak bardzo lubi eksperymentować, to zamiast wystawiać ośmiu obrońców, niech w końcu porządnie zastanowi się nad tym jednym – lewym. Jak dla mnie: ani Adam Marciniak, ani Rafał Kosznik testu nie przeszli. Nie wiem, może niech Piotra Celebana przerobi? Albo Macieja Rybusa cofnie? Przecież taki Juergen Klinsmann lewego obrońcę kadry USA zrobił z napastnika DaMarcusa Beasley’a. I ten Beasley spisuje się znakomicie.

Martwię się, bo do maja, na kiedy zapowiedziano pierwsze efekty, czasu naprawdę niewiele. Cieszyć może jedynie fakt, że z 40 tysięcy kibiców, których Mateusz Klich objął zakazem stadionowym, tylko dziewięć wzięło sobie jego słowa do serca, a reszta w liczbie 31 tysięcy tłumnie stawiła się przy Bułgarskiej. No i, gdyby włączyć „polskie myślenie”, to jeszcze Ukraina nie awansowała na mundial… Tyle z pozytywów. W przyszłym roku oczekujemy zdecydowanie więcej.

Rafał Hurkowski, Slow Foot

Na zdjęciu głównym: Janusz Panasewicz, wykonawca utworu „Na co komu dziś”/ fot. Maria Oczko

Advertisements

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: