Przemieniał wodę w whisky, ale z kadrą cudów nie zdziałał. Janusz Wójcik, selekcjoner…

Ponoć prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. A jeśli dodatkowo zaczyna sparingiem ze Słowacją, w zestawieniu – delikatnie mówiąc – mocno eksperymentalnym, waga wyniku spada już zupełnie. Wartości pierwszego wrażenia nie można jednak zmniejszyć do zera. Adam Nawałka wie o tym doskonale i zawczasu pragnie wytrącić oponentom z rąk wszystkie argumenty. Jeśli zawiedzie – na starcie medialnej drogi krzyżowej może stanąć kolejna ofiara.

Był jednak selekcjoner, który swoim debiutem zupełnie się nie przejmował. Trener, który ducha zespołu budował promilami. Przypisywał im właściwości integracyjne, scalające grupę, sam zaś zasłynął jako mistrz ceremonii, potrafiący przemienić wodę w whisky. Nazywał się Janusz Wójcik i przepełniała go pewność siebie. Ale mesjaszem polskiego futbolu bynajmniej nie był – nad trening przedkładał raczej rozmowy telefoniczne, swoich piłkarzy nie znał, przynajmniej nie wszystkich, a jeśli już trenował, to nie zawodników, ale swój sztab. Oj, trenował go ostro. Kilka razy zdarzyło się, że podczas meczów lekarze zamiast zawodników, opatrywali ich przełożonych, z samym Wójcikiem na czele.

Wybraliśmy Smudę, wybraliśmy też Wójcika

Kontrowersje budził też sposób, w jaki ustalał skład. Wystarczy wspomnieć przykład będącego w szczytowej formie Artura Wichniarka, którego – z dotąd niewyjaśnionych powodów – przed meczem z Anglią usadził na trybunach. Prawdopodobnie zawinił tu prezes Widzewa Łódź, Andrzej Pawelec, który nie potrafił dostatecznie przekonać selekcjonera, co do umiejętności swojego zawodnika… Ale jednego Wójcikowi odmówić nie sposób – był mistrzem motywacji. Szczególnie tej niekonwencjonalnej, jak wtedy, gdy zagroził Piotrowi Włodarczykowi dwoma okrążeniami wokół boiska, jeśli ten w ciągu pięciu minut nie odda celnego strzału. Zupełnie dotąd nieefektywny „Nędza”, po czterech minutach miał już gola na koncie… Cały Janusz Wójcik.

Dzisiaj taki oryginał nie miałby racji bytu. A już na pewno nie jako selekcjoner reprezentacji Polski. Ale wtedy, w roku 1997, prezydium PZPN wybrało go jednogłośnie. Złożyły się na to: srebro z Barcelony, charyzma, wiek (44 lata), efekt fatalnego zauroczenia (patrz: Franciszek Smuda) i  w rezultacie niesamowita kampania medialna – podobna do tej, jaką rok temu przeprowadzono względem Zbigniewa Bońka. Dla porównania: Adama Nawałkę popierali jedynie nieliczni – większość pragnęła obcokrajowca. Wójcik z kolei wygrywał wszystkie ankiety i głosowania – ze słynnym „Audiotele” włącznie. I oczywiście bardzo sprawnie z tego poparcia korzystał – niemalże z taką samą zręcznością, jak obecnie prezes PZPN.

Poddał się nawet wiceprezes PZPN

Już na wstępie zaznaczył, że zamierza robić wszystko „odwrotnie niż Antoni Piechniczek”. Wyznanie nie lada odważne, bo swoim dorobkiem bynajmniej Piechniczka nie deklasował. Owszem, zdobył srebro w Barcelonie, ale podejrzenie dopingu u olimpijczyków nadal jeszcze nie zgasło. Zdobył też z Legią mistrzostwo Polski, ale przecież po chwili mu je odebrano. Co ciekawe, ten, który odbierał je oficjalnie, Ryszard Kulesza (wówczas wiceprezes PZPN), podczas gdy prezydium wybierało, akurat był na urlopie…To tylko podkreśla, jaka presja ciążyła na związku.

Dzięki poparciu opinii publicznej, „Wójt” mógł w końcu wprowadzić swój plan w życie. A ten był prosty: „Zmieniamy szyld i jedziemy dalej” – jak mawiał Jerzy Brzęczek. W tworzeniu „drugiej Barcelony” przeszkadzał mu jednak pewien istotny szczegół: wtedy pracował z zawodnikami przez ponad trzy lata, mając ich cały czas w kraju, gotowych na każde wezwanie tkwić pokornie na długich i częstych zgrupowaniach. Teraz sytuacja uległa zmianie i gdyby nawet chciał wiernie odwzorować swą olimpijską jedenastkę, realne efekty byłyby dalekie od oczekiwanych.

Naprzeciw marzeniom Wójcika próbował wyjść PZPN… To wizja szalona i zupełnie nierealna, ale owszem – taki pomysł rzeczywiście się pojawił. Plan zakładał stworzenie potężnego konsorcjum sponsorów, które wykupi z polskich i zagranicznych klubów kilkunastu piłkarzy bezpośrednio do dyspozycji selekcjonera, a on skieruje ich do czterech jego zdaniem najsilniejszych klubów ekstraklasy. Pomysł oczywiście przez lata nie wyszedł z kuluarów, a działacze chyba zapomnieli, że niedawno wyszli z komuny.

Więzienie jednak niczego ich nie nauczyło

W końcu nadszedł czas debiutu – z Węgrami przy Łazienkowskiej. Polacy zagrali bardzo przyzwoicie, przez 90 minut dominowali na boisku, walczyli jak nigdy wcześniej, ale razili olbrzymią nieskutecznością. W drużynie pojawiła się trójka niesławnych buntowników z Moskwy – Tomasz Iwan, Andrzej Juskowiak i Wojciech Kowalczyk – o których Antoni Piechniczek zapomniał już na dobre. – Nic przez ten czas nie straciliśmy – twierdzili zgodnie przed meczem. Juskowiak jednak wkrótce rozciął sobie nogę i opuścił boisko. Wcześniej był niewidoczny. „Kowal” raził nieskutecznością, a Iwana – choć rozegrał cały mecz – z tego spotkania również się nie pamięta.

W roli lidera i rozgrywającego znakomicie wypadł natomiast Jerzy Brzęczek. Kapitan reprezentacji – dzięki świetnym prostopadłym podaniom do Kowalczyka i Jacka Dembińskiego – został wybrany najlepszym piłkarzem spotkania. Gola strzelił jednak Krzysztof Ratajczyk. I to gola pięknego – z rzutu wolnego na około 20. metrze – który zapewnił nam zwycięstwo 1:0.

Kilka dni wcześniej Wójcik zabrał swych podopiecznych do zakładu karnego przy ulicy Rakowieckiej. Reprezentanci odwiedzili więźniów, którzy na ich widok odparli: „Jesteście młodzi, zdolni i bogaci. Nie zmarnujcie tego szczęścia.”. Ci chyba wzięli sobie te słowa do serca, bo większość z nich przy Łazienkowskiej wylała siódme poty. I tak rozpoczął się nowy rozdział. Miało być pięknie, „z jajem”, mieliśmy „golić ogórków”. „Wójt” ujął kibiców, co znalazło swe odzwierciedlenie na trybunach: publiczność była wyraźnie spokojniejsza, weselsza, obyło się też bez wulgaryzmów w stronę PZPN. Selekcjoner już witał się z gąską, gdy nagle…

Nastąpiła wiekopomna klapa. Polska przegrała, kolejno: z Bułgarią, Anglią i dwa razy ze Szwecją. Remis z „Synami Albionu” i wymęczone zwycięstwa nad Luksemburgiem nie wystarczyły. „Biało-Czerwoni” zajęli trzecie miejsce w grupie za Anglikami, którzy mieli tyle samo punktów, ale lepszy bilans bramkowy. To oni zagrali w barażach. Dla Polaków belgijsko-holenderskie Euro okazało się nieosiągalne, a reprezentacyjna „bajka” Janusza Wójcika właśnie dobiegała końca.

Im więcej pijesz, tym częściej wygrywasz?

– Nie wyobrażam sobie, że nie awansujemy na Euro 2000. Mógłbym mówić, że zaczynam budowę drużyny, która dobrze zagra dopiero w roku 2002. Ale ja niczego nie chcę budować! Muszę zmienić jedynie system pracy i organizacji zgrupowań. Zastanawiamsię też nad systemem motywacji – zapowiadał buńczucznie Wójcik. I jak powiedział, tak uczynił. Przynajmniej w części: zgrupowania rzeczywiście uległy zmianie – odtąd zamiast wody piło się na nich whisky, a PZPN i tak otrzymywał faktury za wodę, tylko trochę większe niż zwykle. Motywacja również weszła na wyższy poziom – nawet najwięksi leserzy sięgali wyżyn swojej ambicji, słysząc nieustannie: „Kiełbasy do góry i golimy ogórków!”. Tylko na Euro nie udało się awansować. Ale to pewnie jakiś drobny wypadek przy pracy.

Przesłanie tego tekstu jest proste: cieszmy się, że to nie my tym razem wybieraliśmy selekcjonera. Nasze pięć minut – kibiców i dziennikarzy – wraz z przyjściem Bońka minęło. Pogódźmy się z tym. Wybraliśmy już Wójcika, wybieraliśmy Smudę. I co z tego wynikło? Nic, zupełnie, poza kompromitacją. Zwróćmy uwagę, że jak trenera wybiera PZPN (Jerzy Engel, Paweł Janas, Leo Beenhakker), zawsze gdzieś awansujemy. Wyjątkiem potwierdzającym regułę w ostatnich latach jest tylko Waldemar Fornalik. Zaufajmy więc „Zibiemu”. Zaufajmy Nawałce, któremu do „wyczynów” Wójcika naprawdę daleko. Przed nim mecz ze Słowacją, który, miejmy nadzieję, będzie dobrym prognostykiem przed eliminacjami Euro 2016. Tego Panu Adamowi życzymy!

Rafał Hurkowski, Slow Foot

fot. Flickr/Angie Garrett

Reklamy

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: