Jak dziennikarz wygrał Polsce mecz i pozbawił Danię awansu

Gdy Robert Lewandowski lekceważy sponsorów, Mateusz Klich ekscytuje się swoim „drugim debiutem”, a nad wyraz charyzmatyczny Waldemar Fornalik niezłomnie buduje team spirit kadry nie grającej już o nic, my przypominamy pewien mecz o punkty. Ewenement, bo z Danią zazwyczaj graliśmy jedynie o „pietruszkę”.

Mecz przegrany na boisku. Zwycięstwo zbliżające Duńczyków do igrzysk olimpijskich. W końcu protest i następujący po nim walkower. Spotkanie, które wygrał dziennikarz. Oni pamiętają do dziś, my już niekoniecznie. Poznajcie kulisy polsko-duńskiego starcia, które niespodziewanie opuściło boisko. Poznajcie zawiłość ówczesnych przepisów i czasy, w których prasa mogła nieco więcej niż tylko skrytykować. Zobaczcie, co tak bardzo rozsierdziło ojców naszych środowych rywali. Polska – Dania, rok 1987.

Polski orzeł na wyczerpaniu

W powietrzu czuć było wiatr zmian. I tych politycznych, i tych piłkarskich. Gdy Jan Paweł II po raz trzeci przybywał do ojczyzny, Lech Wałęsa wzywał do bojkotu reform gospodarczych, a w Białymstoku rodziło się właśnie pierwsze dziecko poczęte metodą in vitro, obraz polskiego futbolu wyglądał coraz nędzniej.

Mecz z Danią przypadł na schyłek wielkich sukcesów. Jeszcze niedawno wywoziliśmy srebro z hiszpańskiego mundialu, rok wcześniej ogrywaliśmy w Meksyku Portugalię, a teraz naszym największym osiągnięciem okazał się bezbramkowy remis kadry olimpijskiej z Rumunią. Rok ten był więc rokiem przełomowym. Politycznie wszystko zmierzało ku lepszemu, piłkarsko lecieliśmy na łeb na szyję. Złote pokolenie powoli znikało. Później była już tylko Barcelona.

Dania szła w przeciwnym kierunku. W kraju wikingów futbol w końcu zaistniał na dobre. Nowocześnie zorganizowana drużyna klanu Laudrupów – Michael (ten najsłynniejszy, wtedy as Juventusu), Brian (jego utalentowany młodszy brat, później grał w Bayernie, Milanie i Ajaksie) i Finn (ich ojciec, były reprezentant kraju, następnie trener) – Broendby, stanowiła bazę dla kadry olimpijskiej Danii.

Kilka tygodni przed meczem z Polską, kopenhaski zespół w pierwszej rundzie Pucharu UEFA wyeliminował obrońcę tego trofeum IFK Goeteborg, przerywając tym samym okazałą passę Szwedów w europejskich pucharach. Natomiast rok wcześniej w Pucharze Mistrzów drużyną, która okazała się dla FC Porto najtrudniejszą przeszkodą na drodze do triumfu, była właśnie – coraz pewniejsza swej wartości – jedenastka Broendby. Mieliśmy więc do czynienia z rosnącym w siłę europejskim „czarnym koniem”.

Kadrą olimpijską bezpośrednio zarządzał Richard Moeller-Nielsen, zarazem pierwszy asystent selekcjonera Seppa Piontka. Facet naprawdę miał w czym wybierać. Najciekawszym kandydatem do linii napadu był wtedy Jan Lauridsen z Aarhus, czołowy snajper ekstraklasy. Postać wyjątkowa o tyle, że należał do wybijających się reprezentantów kraju w piłce… ręcznej, lecz kiedy otrzymał propozycję zasilenia jednego z zespołów Hiszpanii, odparł: „Ja jeszcze do was przyjadę, ale nie jako specjalista od piłki rzucanej, lecz od kopanej.”. Kontrahenci nie kryli zdumienia. W rezultacie Lauridsen z Aarhus nie wyrwał się już do końca swojej kariery…

Poza nim byli jeszcze: Peter Schmeichel, i Flemming Povlsen – dwójka, której przedstawiać nawet nie wypada.

Bez żartów, to Frimann?!

Gdy bezlitośni Duńczycy gromili Grecję (5:0) i Rumunię (8:0), my z tą Rumunią remisowaliśmy, a na dokładkę polegliśmy jeszcze 1:5 z RFN. Z nimi nie mieliśmy akurat najmniejszych szans. Po pierwszej bramce Juergena Klinsmanna, gdy Niemiec po efektownym przyjęciu, rajdzie i minięciu dwóch rywali, uderzył tak, że Józef Wandzik nie zdążył nawet zareagować, Stefan Majewski skomentował: „Klinsmann? On strzela takie bramki co tydzień. Po prostu umie!”.

A potem ten sam Klinsmann zdobył kolejną bramkę, ustalając wynik spotkania na 5:1. Polacy dostali lekcję. Jak stwierdził Stefan Szczepłek: „To co widzieliśmy w Osnabrueck było w istocie różnicą między ligą polską a Bundesligą”. Polska w grupie eliminacyjnej IO wyprzedzała już tylko Grecję.

Spotkanie z Danią stanowiło ostatnią szansę w walce o igrzyska. Tylko zwycięstwo mogło przedłużyć nadzieje. Trener Zdzisław Podedworny tym razem Wandzika zastąpił Markiem Szczechem, któremu miało pomagać własne boisko. W Szczecinie. Okazało się jednak, że młody golkiper miał mniej więcej tyle pracy, co Peter Shilton na Wembley i puścił dwie bramki po zaledwie czterech strzałach Duńczyków. Na nic zdały się takie tuzy, jak Robert Warzycha czy Markowie: Chojnacki i Leśniak. Dania wyszła po prostu na spacer.

Dwa gole strzelił Kim Vilfort, długowieczny snajper Broendby. Jego koledzy tworzyli zgrany zespół bez słabych punktów. Defensywa sprawiała wrażenie ściany, której nie da się ominąć. Dobry bramkarz, współtwórca (do spółki z wiatrem i głównie Szczechem) drugiej bramki, znakomity niewysoki pomocnik John Helt, bramkostrzelny duet napastników: Nielsen-Povlsen i w końcu niezwykle solidny Frimann… Per Frimann.

No właśnie, wszystko byłoby w porządku gdyby nie on. Duńczycy przez blisko tydzień cieszyli się zwycięstwem. Polska straciła nadzieje. Gdy nagle…

Może jednak zaprotestujecie?

Roman Hurkowski, dziennikarz „Piłki Nożnej”, na długo przed spotkaniem sporządził listę zawodników, którym przepisy w tych eliminacjach grać zabraniały. Obok tercetu m.in. z RFN (Uli Hoeness, Karl-Heinz Rummenigge, Lothar Matthaeus), kwartetu z Polski (Władysław Żmuda, Włodzimież Smolarek, Zbigniew Boniek, Dariusz Dziekanowski), znalazł się na niej również duet z Danii: Michael Laudrup i właśnie Per Frimann. Przepisy były wówczas niezwykle skomplikowane i wielokrotnie nowelizowane. Redaktor „PN” śledził je jednak na bieżąco i tuż przed meczem z Danią wyraził swe zdziwienie na łamach gazety.

W artykule pt. „Bratysława – mecz pocieszenia. Szczecin – Dania z Frimannem?” napisał:

„(…) Duńczycy awizują najmocniejszy skład, jaki mogą wystawić bacząc na ustalone przez FIFA kryteria. W agencyjnych doniesieniach na temat ich kadry dziwi jednak jedno nazwisko – Per Frimann. Ten 25-letni pomocnik Anderlechtu, który jesienią 1981 roku strzelił Widzewowi Łódź gola w meczu pucharowym, nie grał wprawdzie – z powodu kontuzji – w finałach Mexico ’86, ale w eliminacjach do tej imprezy zaliczył: 46 minut meczu z ZSSR w Kopenhadze, 77 minut meczu z ZSSR w Moskwie oraz 22 minuty meczu z Norwegią w Oslo. Zaś z tego co wiemy, w kwalifikacjach do IO ’88 mogą uczestniczyć zawodnicy, którzy w eliminacjach bądź finałach MŚ rozegrali maksimum jeden niepełny mecz. Sprawa pewnie definitywnie wyjaśni się w Szczecinie, w każdym razie Frimann powrócił już do pierwszej reprezentacji Danii i ma w niej 13 występów.”.

Mecz z Danią odbył się 28 października. Przez blisko tydzień PZPN nie poczynił żadnych znaczących kroków. Wydawało się, że nikt do odkryć redaktora nie przywiązuje większej wagi.

10 listopada na czołówce „Piłki Nożnej” pojawiła się informacja:

„Sensacja? Na dwa dni przed meczem reprezentacji olimpijskich Polski i Danii pisaliśmy, że Per Frimann nie może grać, ponieważ wystąpił w eliminacjach do MŚ. Frimann w Szczecinie zagrał, FIFA powinna przyznać Polsce walkower. Czy PZPN złożył protest?”.

Dziennikarz, który wygrał mecz

Jak dowiadujemy się w kolejnym numerze, z 17 listopada – złożył. Ale tylko dzięki redaktorowi Hurkowskiemu i jego samodzielnej inicjatywie.

Dziennikarz zadzwonił najpierw do PZPN, by dowiedzieć się, czy przypadkiem nie nastąpiła jakaś korekta przepisów. Okazało się, że nie. Próbował też porozumieć się z polskim przedstawicielem w komisji FIFA, zajmującej się rozgrywkami olimpijskimi, ale tym razem pocałował klamkę – Jerzy Piątkowski pracował wtedy za granicą.

W tej sytuacji zatelefonował do Dansk Boldspil Union, czyli Duńskiego Związku Piłki Nożnej. Dowiedział się, że tamtejsi działacze przed eliminacjami IO ’88 sporządzili listę zawodników, co do prawa startu których mieli zastrzeżenia i przekazali ją do weryfikacji FIFA. W odpowiedzi uzyskali – jak twierdzili – zezwolenie na grę m.in. Frimanna.

Kolejnym rozmówcą Hurkowskiego była osoba odpowiedzialna za turniej olimpijski z ramienia FIFA. Po zapoznaniu się z jego wątpliwościami i ich zbadaniu, odpowiedziano, że jego – zacytowana przez PZPN – interpretacja regulaminu jest prawidłowa, a więc Frimann nie miał prawa grać w szczecińskim meczu z Polską. Zasugerowano mu, by PZPN przesłał FIFA oficjalne zapytanie w omawianej sprawie.

Po wyłożeniu wątpliwości redaktora odważono się w końcu sformułować oficjalny protest. Został on przekazany do FIFA we wtorek 3 listopada 1987 roku, a więc dopiero na szósty dzień po meczu, zaś dokładnie w tydzień po ukazaniu się w „PN” zastrzeżeń odnośnie ewentualnej gry Frimanna.

PZPN zdążył na szczęście przed posiedzeniem komisji organizacyjnej turnieju olimpijskiego FIFA, do której w takich sprawach należał ostatni głos. 11 listopada 1987 roku jej przedstawiciele orzekli, że wobec udziału nieuprawnionego Pera Frimanna, wynik meczu Polska – Dania weryfikuje się jako walkower 2:0 dla Polski. I w taki oto sposób dziennikarz „Piłki Nożnej” wygrał „Biało-Czerwonym” mecz.

Duńska zadra wciąż tkwi

Zwycięstwo 2:0 nad Polską dawało Duńczykom praktycznie pewny awans na igrzyska olimpijskie. Ich determinacja zdawała się nie mieć granic. Mieli w składzie wielkie osobowości, sprawiali wrażenie niepokonanych. Walkower podciął im jednak skrzydła.

Roman Hurkowski sprawił, że musieli czekać do ostatniego spotkania RFN z Rumunią i zaciskać kciuki, aby towarzysze z „kraju Drakuli” stawili Niemcom czoła. Tylko remis lub wygrana Rumunów zapewniały im pierwsze miejsce w grupie, czyli awans na IO. Nadzieje okazały się płonne.

RFN pewnie ograło Rumunię 3:0, pozostawiając zapłakaną Danię na drugim miejscu. Wszystko przez tego nieszczęsnego Frimanna. Przecież nawet bez niego mieli zespół jak marzenie. Tym razem górą okazały się jednak przepisy.

Poniżej krótkie ich przypomnienie:

1. Turniej olimpijski w piłce nożnej – Seul 1988, rozgrywki eliminacyjne i finały – jest przeznaczony dla wszystkich piłkarzy za wyjątkiem zawodników Europy i Ameryki Południowej, którzy rozegrali mecze w mistrzostwach świata FIFA: rozgrywki eliminacyjne i finały.

2. Piłkarze Europy i Ameryki Południowej, którzy rozegrali mniej niż 90 minut w jednym meczu rozgrywek eliminacyjnych lub finałów mistrzostw świata FIFA, mogą brać udział w turnieju olimpijskim w piłce nożnej.

3. Jeżeli zawodnik z kontynentów wymienionych w punkcie drugim uczestniczył w jednym całym lub rozegrał mniej niż 90 minut w dwóch lub więcej meczach rozgrywek eliminacyjnych lub finałów mistrzostw świata, nie może brać udziału w turnieju olimpijskim.

A oto istotne dla omawianej sprawy fragmenty:

05.06.1985, Dania – ZSSR 4:2. W 46. minucie Jespera Olsena zastąpił Per Frimann.

25.09.1985, Dania – ZSSR 1:0. W 14. minucie Prebena Elkjaera Larsena zastąpił Per Frimann.

16.10.1985, Norwegia – Dania 1:5. W 70. minucie Franka Arnesena zastąpił Per Frimann.

Wszystko to mecze eliminacyjne do mundialu w 1986 roku.

***
Roman Hurkowski zyskał niezwykły rozgłos. Szczególnie w RFN. Po awansie na IO przy niemieckich ulicach wystawiano banery z jego nazwiskiem. W pamięci już na zawsze zapisał się jako ten, który pokonał Danię. W tym roku mija trzecia rocznica jego śmierci.

Per Frimann pograł z kolei jeszcze trochę dla Anderlechtu – notabene ulubionego klubu Hurkowskiego – na stare lata przeniósł się do Broendby, a teraz jest znanym i cenionym ekspertem telewizyjnym. On i wielu jego rodaków pamięta to jak dziś. Polska już zawsze kojarzyć im się będzie z tym słynnym walkowerem.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Na zdjęciu głównym: Aleksander Kwaśniewski i Roman Hurkowski

Advertisements

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: