Fogiel o Obraniaku: Psy szczekają, karawana idzie dalej

Nie milkną echa decyzji Ludovica Obraniaka. Zawodnik Girondins Bordeaux poinformował w czwartek dyrektora kadry Konrada Paśniewskiego, że dopóki selekcjonerem będzie Waldemar Fornalik, nie życzy sobie powołań na zgrupowania. Jedni odetchnęli z ulgą, drudzy szyderczo wyśmiali, jeszcze inni szukali winowajcy. My zapytaliśmy o zdanie Tadeusza Fogiela, paryskiego korespondenta „Przeglądu Sportowego”.

Rafał Hurkowski: Obraniak nie zachował się profesjonalnie – najpierw poinformował dziennikarza, dopiero potem dyrektora. I to w dodatku SMS-em.

Tadeusz Fogiel: Dziennikarzowi ufał, a Paśniewskiemu wysłał SMS-a, bo właściwie kogo innego miał poinformować? Tylko z nim miał w miarę dobry kontakt. A że nie zadzwonił… Nie roztrząsajmy tego, naprawdę.

Spodziewał się pan tej decyzji?

Tak pół na pół. Nie byłbym zaskoczony, gdyby zrobił to od razu po meczu z San Marino. Mógł przecież postąpić impulsywnie, wyłożyć kawę na ławę. Ale teraz, po miesiącu… Widocznie chłopak myślał. Wstydził się, że nie grał z takim przeciwnikiem i wiedział, że teraz ciężko będzie mu wrócić do składu. Zrozumiał, że nie ma po co zawracać ludziom głowy.

A może po prostu nie potrafił znieść krytyki?

No i właśnie tą decyzją wybił krytykom z rąk wszystkie argumenty. Myślę, że każdemu wyjdzie to tylko na dobre. Są przecież ważniejsze sprawy, niż przejmowanie się problemem Obraniaka.

Niektórzy jednak nadal nie potrafią wybaczyć mu pewnych rzeczy. Wytykają nieznajomość języka, poddają w wątpliwość patriotyzm. „(…) Był najemnikiem. Gościem, który sprzedał własną narodowość dla kariery międzynarodowej” – napisał anonimowo jeden z dziennikarzy. Trochę zdarta płyta, trochę pranie mózgu, ale ludzie czytają i z czasem sami zaczynają tak myśleć.

Powiem tak: można być patriotą nie śpiewając hymnu, a nawet nie znając języka. Przecież Obraniak wielokrotnie podkreślał, że z Polską łączą go więzy krwi. Jego dziadek był Polakiem i właśnie dlatego przyjął polskie obywatelstwo. Jako hołd dla przodka – czy to naprawdę zasługuje na krytykę? A że jeszcze nadarzyła się okazja gry w reprezentacji? Super, oczywiście bardzo się z tego cieszył, ale przecież nie to było priorytetem. Natomiast co do języka. W Paryżu jest taki bramkarz z Włoch, Salvatore Sirigu. Mówi po francusku perfekcyjnie. Ale jest też jego rodak, Marco Verratti, który nie potrafi sklecić nawet jednego zdania. Jest w końcu Zlatan Ibrahimović, z którym dogadasz się jedynie po angielsku. Mimo to, ani dziennikarze, ani działacze nie mają do nich żadnych pretensji. Piłkarz ma być rozliczany ze swojej pracy na boisku. Koniec, kropka.

Zgoda, ale reprezentacja to jednak nie klub. Skoro Obraniak był tak bardzo naciskany, to czemu się w końcu nie nauczył? Czemu chociaż nie przysiadł, nie zaangażował się?

Piłkarze są przyzwyczajeni do dość łatwego życia. W zasadzie niczego im nie brakuje. Kiedy przyjeżdżają na kadrę, mają jeden cel: zagrać dobry mecz. Nie wszystkich stać dodatkowo na wysiłek intelektualny. Oczywiście, są też tacy, którym nie sprawia to problemu. Weźmy Zbyszka Bońka. Gdy tylko przyjechał do Turynu, od razu nauczył się włoskiego. Osobiście uważał, że mówi lepiej niż Michel Platini, co zresztą sam mogę potwierdzić. Ale przecież nie każdy ma takie zdolności. Widocznie Obraniakowi idzie to znacznie ciężej. Nie zapomnijmy też o jednej rzeczy. Gdy Boniek przyjeżdżał do Juventusu, to nie tylko nauczył się języka – umiał też operować łokciami…

No tak, słowa: „Obraniak” i „temperament” wzajemnie się wykluczają…

Nie umie się rozpychać, nie potrafił wypracować sobie pozycji. Gdyby było inaczej, dziś nikt by nie mówił o jego nieznajomości języka. Ale temperament to się ma albo nie. Nie każdy jest Bońkiem.

Kilka dni temu Stefan Szczepłek z „Rzeczpospolitej” nazwał Obraniaka ofiarą polskiego piekiełka, które uwielbia niszczyć ludzi. Napisał, że uderzenia spadały z różnych stron – od dziennikarzy przez działaczy po kolegów z reprezentacji. Zupełnie jak uczeń, który przychodzi do nowej szkoły, a koledzy zanim jeszcze go poznają, już nie chcą się z nim zadawać, bo jest trochę inny, cichy i pierwszy nie podejdzie. W końcu nie może wytrzymać i z tej szkoły odchodzi. Co według pana zadecydowało?

Za atmosferę w drużynie odpowiada trener i jego sztab. To właśnie oni powinni znaleźć jakiś środek, żeby mu pomóc. Wiadomo – konkurencja istniała, istnieje i istnieć będzie. Natomiast nie każdy potrafi sobie z nią poradzić. Są piłkarze, którzy posiadają wielkie umiejętności, ale trzeba im trochę pomóc, żeby je zademonstrowali. Myślę, że w przypadku Ludovica Obraniaka przydałby się jakiś psycholog. Psycholog-animator. Bo wiadomo – każdy w sztabie reprezentacji wykonuje swoją pracę, martwi się o swój interes, w końcu właśnie z tego jest rozliczany. Ale brakuje takiej dobrej duszy, która próbowałaby zapobiec tym wszystkim problemom.

W reprezentacji Francji jest taka osoba?

Wystarczy Didier Deschamps, który sprawnie posługuje się metodą kija i marchewki, wie kiedy rozładować napięcie, a kiedy je podnieść. Doskonale ma to wyważone. Zdecydowanie lepiej niż Laurent Blanc. I póki co nie zmaga się z takimi problemami jak my. Zresztą zobaczmy sami: mamy siedmiu, ośmiu naprawdę dobrych zawodników, ale żaden nie gra w kadrze powyżej 50 procent swoich możliwości. Przed PZPN i sztabem kawał naprawdę ciężkiej pracy. Właśnie nad tym trzeba się zastanowić – dlaczego tak jest? A nie: „Obraniak nie chce grać, ale nie zawracajmy sobie tym głowy. Przecież nie ma żadnego problemu”. Owszem, problem istnieje: dlaczego Adrian Mierzejewski jest w kadrze mniej wydajny? Dlaczego Jakub Błaszczykowski ma tylko okresy dobrej gry? Dlaczego Łukasz Piszczek to już nie ten sam Piszczek? Nie mówiąc nawet o Robercie Lewandowskim, którego przypadku chyba nigdy nie zrozumiem. Jeśli ci nasi piłkarze w swoich klubach są bardziej ruchliwi i dynamiczni, to – do jasnej cholery – dlaczego Waldemar Fornalik nie wprowadzi takiej samej taktyki?! Przecież nie tylko od nich zależy, że grają tak, a nie inaczej.

Ostatnie słowo na temat Obraniaka?

Jak na razie temat jest zamknięty. Kto chce, niech roztrząsa – psy szczekają, karawana idzie dalej.

Rafał Hurkowski, Polsat Sport

Na zdjęciu głównym: Henryk Kasperczak i Ludovic Obraniak

Reklamy

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: