Poczet odrzuconych

Powiedzieć o nich, że są bierni, to w zasadzie nie powiedzieć nic. Znani, utalentowani, grają w mocnych europejskich klubach. A mimo to nie błyszczą. Najlepsi rezerwowi świata. Gdyby ściągnąć ich wszystkich w jedno miejsce, powstałby całkiem ciekawy team.

Założenie jest proste. Zaglądamy w kadry najmocniejszych europejskich klubów i szukamy głośnych nazwisk, piłkarzy z talentem, z umiejętnościami, którzy w pierwszym składzie wychodzą rzadko albo w ogóle. Skąd taki pomysł? Trochę zainspirowała nas historia Cesca Fabregasa, który w reprezentacji Hiszpanii jest rezerwowym, a za chwilę podobny los może go spotkać w Barcelonie. Może, ale nie musi. To się dopiero okaże, więc pomocnika Arsenalu (do Barcy ma dopiero trafić) na razie zostawiamy w spokoju. Mamy innych wybrańców. Preferowane ustawienie: 3-4-3.

Bramkarz:

Sebastian Frey (Fiorentina)

Sezon temu zamiast Freya postawilibyśmy pewnie na Jerzego Dudka. Albo Shaya Givena, który od lat uchodzi za jednego z najlepszych fachowców w Premier League, a ostatnio w Manchesterze City przez długi czas znajdował się w cieniu Joe Harta. Tego lata przeszedł jednak do Aston Villi, więc do naszego teamu raczej się nie załapie.

Jeśli chodzi o Freya, przyznajemy z ręką na sercu – nie jest to wielki bramkarz. Ale z drugiej strony nie jest też najgorszy. Przejrzeliśmy kadry kilkudziesięciu silnych klubów i nie znaleźliśmy lepszego rezerwowego. Francuz we Fiorentinie przegrał rywalizację z Arturem Borucem. Może w nowym klubie (przeszedł do ekipy Genoa CFC), pójdzie mu lepiej?

Obrońcy:

Emmanuel Eboue (Arsenal)

Trudno stwierdzić, kiedy to się zaczęło. Kiedy sympatia Arsene’a Wengera do Eboue zaczęła słabnąć. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej był przecież piłkarzem podstawowego składu; facetem, którego rajdy prawą stroną boiska oglądało się z miłą chęcią. Do tego dobrze zbudowany, nieustępliwy, dobrze radził sobie w destrukcji. Dziś trudno mu potwierdzić te atuty, gdy bez przerwy wchodzi z ławki albo nie wstaje z niej w ogóle. Wenger wciąż wypomina mu sfaulowanie Lucasa Leivy w ostatniej minucie meczu z Liverpoolem, przez co sędzia podyktował rzut karny, a mecz zakończył się remisem. Dni Eboue na Emirates są policzone, to jasne. Możliwy kierunek: Galatasaray Stambuł.

Micah Richards (Manchester City)

Podobnie jak Eboue gra na prawej obronie, ale czasem występował też jako stoper, więc u nas z konieczności też stanie na środku. Wolimy Richardsa niż Raula Albiola z Realu Madryt albo Gabriela Milito z Barcelony. Bo piłkarz Manchesteru City to jeden z najbardziej utalentowanych angielskich nastolatków. Ofiara szejkowego szaleństwa, przez które stracił miejsce w podstawowym składzie. Sami jesteśmy ciekawi, jak rozwiąże ten problem. Na oferty nie narzeka. Juventus, Liverpool, Chelsea. Marki trochę większe niż Manchester City, a mimo to istnieje duża szansa, że właśnie tam rozwinie swój nieprzeciętny talent.

Jose Bosingwa (Chelsea)

Też z konieczności na lewej obronie, bo zwykle gra przecież na prawej. Choć wiadomo jak to z rezerwowymi bywa – gra to słowo względne. Bosingwa nie przekroczył jeszcze 30-tki, a już odbierany jest jako ten, który świata nie podbije. W poprzednim sezonie siedem razy wchodził z ławki i tyle samo na nią wracał. Jeśli już grał w podstawowym składzie, to z powodu absencji kolegów. Ogólnie nie jest to jednak zły piłkarz. Przy zmianie otoczenia mógłby jeszcze zabłysnąć.

Pomocnicy:

Joe Cole (Liverpool)

Nie może odnaleźć się w Liverpoolu. Właściwie to nawet nie ma swojej pozycji. Może grać na boku, za napastnikami, czasami nawet jako snajper. Ostatecznie nie gra nigdzie. Szkoda, bo to całkiem niezły piłkarz. Taki, któremu nie przystoi grzać ławy w Liverpoolu. Ostatnie mecze sezonu to już w ogóle dramat. Dwa, dwa, cztery, siedem, pięć, dziewięć, trzy – to wykaz minut, jakie spędził na boisku. Słabo, jak na 56-krotnego reprezentanta Anglii. Interesuje się nim Tottenham Hotspur i kilka klubów z Bundesligi.

Ibrahim Affelay (Barcelona)

W PSV był jednym z najlepszych pomocników Eredivisie, w Barcelonie zwykle łapie „ogony”. Ale nawet, jak wchodzi, to w jego grze widać ten błysk. Tę iskrę, którą w futbolu lubimy najbardziej. Technika, szybkość, wizja gry, jeszcze raz technika. Tego faceta chce Juventus, Lazio i pewnie połowa innych topowych europejskich klubów. On nigdzie się jednak nie wybiera. Ostatnio zadeklarował, że zostaje i powalczy o miejsce w podstawowym składzie. Łatwo nie będzie, ale dajmy mu szansę. Potencjał ma przecież olbrzymi.

Adam Johnson (Manchester City)

Kolejna ofiara bogactwa w Manchesterze City. Piłkarz, który może i regularnie pojawia się na boisku, ale zawsze z ławki. Zawsze na około 20 minut. I choć wielu goli nie strzela, to jednak notuje sporo asyst. Ma ten błysk, którego brakuje 90 procentom zawodników Premier League. Johnson to jeden z ostatnich może nie magików, nie wirtuozów, ale nieszablonowych dryblerów – już tak. Steve Bruce powiedział jakiś czas temu, że drybling u piłkarzy jest dziś towarem deficytowym. Pomocnik City łamie ten trend. Szkoda, że tak rzadko dane jest nam to zobaczyć.

Shaun Wright-Phillips (Manchester City)

W poprzednim sezonie nie rozegrał w Premier League ani jednego całego meczu! A przecież Wright-Phillips to jeden z tych piłkarzy, którzy nie kalkulują, kochają improwizację. Przyjęcie i gaz do dechy – tak to zazwyczaj u niego wygląda. Trochę się w ostatnim czasie opuścił, ale i tak wciąż jest to niezły zawodnik. Powoli jednak dociera do niego, że trzeba coś z tym zrobić. Odejść z Manchesteru City, porzucić 60-tysięczną tygodniówkę i przyjąć ofertę choćby Boltonu.

Napastnicy:

Dymitar Berbatow (Manchester United)

Jak to się ładnie mówi? Z nieba do piekła? Oklepany zwrot, ale dość dobrze pasuje do sytuacji piłkarza „Czerwonych Diabłów”. W pierwszej połowie tamtego sezonu był nie do podrobienia, strzelał trzy gole Liverpoolowi (3:2), potem wbił „piątkę” Blackburn i gdy wydawało się, że jest na szczycie, nagle coś zaczęło się psuć. W jego miejsce wskoczył rewelacyjny Javier Hernandez, a Wayne Rooney – jak to Rooney – jest trochę na innych prawach. Dziś Berbatow ma dylemat. Odejść? Zostać? Zacisnąć pięści i podkręcić rywalizację? Alex Ferguson nie miałby chyba nic przeciwko.

Karim Benzema (Real Madryt)

Największa gwiazda naszej jedenastki. Potrafi kiwnąć, strzelić z daleka. To taki napastnik z wyobraźnią. Za czasów gry w Olympique Lyon wszyscy się nad nim rozpływali. Przeszedł jednak do Realu i co? Tu stał się gorszym piłkarzem? Nie. Jose Mourinho stosuje dużą rotację. Ma w kadrze najlepszych zawodników świata. Daje grać wszystkim. W napadzie rządzi Cristiano Ronaldo, a największa rywalizacja dotyczy właśnie Benzemy i Gonzalo Higuaina. Zresztą i Higuaina moglibyśmy tu wstawić. Po prostu uważamy, że Francuz jest lepszy. Przyjemniej się go ogląda. Jak gra, to strzela. Nie myśli o zmianie klubu, mimo że w każdym innym, no może poza Barceloną, grałby w podstawie.

Giampaolo Pazzini (Inter Mediolan)

Wiosna 2011 roku należała do niego. Przeszedł do Interu Mediolan i w 17 meczach strzelił 11 goli. A przecież praktycznie ciągle wchodził z ławki! Nie skłamiemy chyba, jeśli napiszemy, że to najlepszy dżoker w Europie. Dziwne, że jeszcze nikt nie przepchnął go do pierwszego składu. Że nie zamienił go miejscami z Goranem Pandewem. Ale może to dobrze? Gdyby tak się stało, nasz rezerwowy dream team byłby dużo uboższy.

Rafał Hurkowski, Paweł Grabowski, Onet

fot. Flickr/Vic

Reklamy

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: